czwartek, 11 sierpnia 2016

Moondru Mudichu (1976) - Rajini antybohaterem



Nie jestem fanką kina Balaćandera. Owszem, doceniam jego wkład w kino tamilskie i tworzone przez niego postaci kobiece, ale to wciąż nie jest 'moje kino'.  Jednak nie da się omijać filmów zmarłego niedawno reżysera, nie tylko ze względu na jego znaczenie w historii kollywoodu, ale także dlatego, że uważany on jest za artystycznego 'ojca' zarówno Kamala jak i Rajniego, co oznacza, iż nie da się poznać początków kariery obu gigantów kina tamilskiego bez zetknięcia się z filmami Balaćandera.  Dlatego też, gdy nie mogąc obejrzeć najnowszego filmu Rajniego, postanowiłam sięgnąć po raz kolejny po coś z jego wczesnych ról - tych z lat 70-tych, gdy to nie był jeszcze superstarem, tylko po prostu charyzmatycznym, obiecującym młodym aktorem - okazało się, iż trafiłam znów na film Balaćandera:D Z klasycznym w owych latach obsadowym zestawem: Kamal, Rajini, Sridevi. Także typowo Kamal gra tego dobrego, zaś Rajni tego gorszego (bo nie powiedziałabym, że po prostu złego - to bardziej skomplikowane i zajmę się tym ciut później). Jest jednak i niespodzianka: to Rajni jest tu głównym bohaterem. A w zasadzie głównym antybohaterem, bo raczej tak należałoby zaklasyfikować graną przez niego postać. I to jest pierwsze miłe zaskoczenie. Kolejnym jest fakt, iż naprawdę angażuję się w film emocjonalnie. Początek jest lżejszy, choć od razu wiadomo, iż jeśli ich jest dwóch (i są przyjaciółmi), a ona jest jedna to pewnie wyniknie z tego i jakiś dramat. Zwłaszcza iż ten drugi od początku nie bardzo wygląda na aż tak szlachetnego, by po prostu cieszyć się szczęściem kumpla. Zresztą to byłoby naprawdę nudne, gdybyśmy dostali w jednym filmie dwa chodzące ideały (jakiego gra tu - zwyczajowo:P- Kamal). 
Rajiniowy bohater jest znacznie bardziej 'ludzki': daleki od doskonałości, targany sprzecznymi emocjami, walczący ze sobą (i przegrywający). Niebezpiecznie fascynujący.  Dużo w tym filmie pali, ale nie ma w tym nic z późniejszej słynnej gwiazdorskiej maniery - to po prostu pomaga w charakteryzacji bohatera, bo świetnie ilustruje jego nonszalancję maskującą wewnętrzne napięcie. Może dlatego nie bardzo podobało mi się wprowadzenie spersonifikowanego sumienia bohatera (i jeszcze rozmów z nim) - to już było chyba niepotrzebnie zbyt dosłowne. Podobnie mieszane uczucia miałam przy 'kukiełkowej' alegorii samobójstwa. Zastanawiając się, czy Balaćander zapożyczył ją od Vishwanatha. Internetowe źródła twierdzą bowiem, iż Moondru Muduchu to remake Vishwanthowego O Seetha Katha. Niestety nie mam (na razie I hope) możliwości osobistego zweryfikowania, ile w tym prawdy, znaczy na ile tamilski reżyser po prostu wykorzystał telugowy pomysł, a ile w nim autorsko zmienił. A mogłoby być to naprawdę ciekawe porównanie. O ile bowiem może to z telugowego oryginału wynika fakt, iż świat przedstawiony przez Balaćandera okazał się bliższy mi niż zazwyczaj, o tyle niewątpliwie już z samego streszczenia filmu Vishwantha wynika, iż Balaćander miał dużo ciekawszy pomysł na postać negatywnego bohatera. Który w jego wersji nie czyni prostego, 'banalnego' zła. Jego kluczową winę można by bowiem nazwać nie tyle nie złem 'aktywnym' co 'grzechem zaniechania'. I jest to mistrzowsko nakręcona scena (zresztą też wyglądająca mi bardziej na autorski pomysł Balaćandera, bo jakoś nijak - przy całym mym uwielbieniu - nie pasuje mi do Vishwantha). Owa słynna scena 'na łódce' rozgrywa się bowiem w całości w trakcie piosenki, która to rozpoczyna się jak zwykły romantyczno-sielankowy numer, by zakończyć się w minorowym nastroju oscylującym wręcz w kierunku moralitetu ('to przeznaczenie'). Na dodatek owa niepokojąca część melodii powraca w fabule i później, stanowiąc świetny sposób nawiązania do wydarzeń owej sceny. Piosenka jest zaś tak chwytliwa, że 'przykleiła' się i do mnie po seansie, żal mi więc bardzo, iż - z w/w powodów - niestety nie mogę jej tu zalinkować. Piosenki są zresztą w ogóle tylko 3.
Jakkolwiek na podstawie mego opisu mogłoby się być może wydawać, iż ów film był najbardziej ważny dla Rajiniego to jednak w praktyce stał się takim przede wszystkim dla 13-letniej wówczas (choć patrząc na nią trudno w to uwierzyć:D) Sridevi, która zagrała tu swoją pierwszą 'dorosłą' rolę. Rolę niełatwą, bowiem jej beztroska na początku bohaterka musi siłą rzeczy szybko dojrzeć i stawić czoła losowi. Sridevi pokazała tę przemianę całkiem nieźle (źródła wspominają tu zwykle kolejną słynną scenę - 'matczyną') i to właśnie ta rola otworzyła jej drogę do kolejnych dorosłych wcieleń (takich jak dwa lata późniejsze 16 Vayathinile z tą sama trójką w rolach głównych).
Żeby zakończyć zaś ciut lżej oto pewna dość perwersyjna scena z filmu^^

Jak wyznać miłość? Zawsze można napisać, co czujesz.. na plecach ukochanego^^

..tylko, że on potem nie będzie w stanie tego sam przeczytać :P

Film do  obejrzenia na kanale Rajshri.    Polecam bardzo :)

czwartek, 14 lipca 2016

Grahanam (2004) - szukając prawdy?

W urodziny Tanikelli Bharaniego, jednego z najwszechstronniejszych artystów (bo zdecydowanie nie tylko aktora) kina telugu,  kolejna 'odgrzewana notka'. Udowadniająca, iż u Telugów można także znaleźć i niebanalne, literackie w rodowodzie filmy :)

Reżyserski debiut Indragantiego (znanego potem z Ashta Chemma, Golcondy... czy AMAT) to adaptacja opowiadania Chalama - jednego z najbardziej kontrowersyjnych pisarzy telugu. Rzecz rozpoczyna się w szpitalu, gdzie pewna starsza kobieta odwiedza jednego z pacjentów, który bardzo gwałtownie reaguje na jej widok (i fakt, iż nazywa go synem). Wieczorem, przy kawie, lekarz z tegoż szpitala, rozmawia o owej sytuacji ze swym przyjacielem i przyznaje, że rozpoznał ową kobietę, po czym opowiada mu historię, która wydarzyła się przed laty w jego rodzinnych stronach. Saradamba, piękna żona lokalnego właściciela ziemskiego, znana jest ze swej dobroci i przychylności względem uboższych. Swą opieką otacza także Kanakayyę, zdolnego nastolatka z biednej rodziny. Pewnego dnia Kanakayya poważnie się rozchorowuje (ma wysoką gorączkę itp). Ponieważ wezwany lekarz zdaje się być bezradny, rodzice chłopaka proszą o pomoc także okolicznego 'znachora'. Który to po badaniu oświadcza, iż jest to doshagunam (tak brzmi właśnie tytuł oryginalnej noweli Chalama) - schorzenie spowodowane seksualnym kontaktem młodego chłopca ze starszą kobietą. Lekarstwem ma być specjalny okład na oczy chorego - sporządzony z krwi z uda owej kobiety, z którą odbył stosunek. Tymczasem Kanakayya w gorączce powtarza imię Saradamby, co kieruje oczywiście podejrzenia w jej stronę....
Chalam był (i chyba nadal jest) tak kontrowersyjny przede wszystkim z powodu swych poglądów w kwestii kobiet (był feministą znaczy), a w związku z tym i małżeństw. I to widać w tej historii, w której to kobieta zdaje się być na z góry straconej pozycji w 'męskim' świecie, zwłaszcza jeśli znajdzie się w cieniu podejrzeń (słusznych czy nie). Bo tak naprawdę liczy się 'prawda', jaka jest 'na rękę' patriarchalnej społeczności. Gdy lekarz spotyka się z przyjacielem ten czyta właśnie Chalama(!) i cytuje mu fragment na temat takiego właśnie 'poszukiwania prawdy' (a w zasadzie tego, co jesteśmy skłonni uznać za prawdę, bo - zdaniem autora - właśnie to przyjmujemy). Cytat ten wraca do nich jeszcze na końcu, w odniesieniu do tej właśnie konkretnej historii. W sumie przez dość długo spodziewałam się, że do końca nie dowiemy się, jak było naprawdę, ale tu akurat chyba chodziło właśnie o to, żeby pokazać jak ta 'prawda' i prawda potrafią się rozmijać...
Film (z wyjątkiem króciutkiego fragmentu) jest czarno-biały i to bardzo dobry zabieg, nadający całej historii dodatkowego klimatu (podkreślanego i muzyką w tle). Aktorów, poza grającym męża Saradamby Tanikellą Bharanim, nie znam i podobali mi się. Notabene, jak wyczytałam po seansie, grająca główną rolę Jayalalita (nie mylić z tamilską Jayalalitą, która od dawna nie gra w filmach tylko politykuje) znana była głównie z ról wampów, co wnosiło pewnie dla Telugów dodatkową niejednoznaczność w postrzeganiu jej postaci - znaczy ciekawy pomysł obsadowy. Indraganti długo zbierał fundusze na ten projekt (jak łatwo się pewnie domyślić potencjalnym producentem pomysł teoretycznie się podobał, ale nie widzieli perspektywy zysków z takiej mało komercyjnej 'inwestycji') i udało się chyba tylko dlatego, że ekipa zrezygnowała ze swych gaży. Grahanam przyniósł mu Nationala i Nandi za najlepszy debiut, ale przez kina (nieliczne) film tylko oczywiście przemknął. Mnie się bardzo podobało i chciałabym częściej u Telugów (i nie tylko) oglądać takie adaptacje rodzimej literatury.

wtorek, 7 czerwca 2016

Niepełnosprawni bohaterowie w kinie indyjskim - aneks


Od czasu, gdy rozpoczęłam mój 'niepełnosprawny' cykl minęło sporo czasu. W międzyczasie kino indyjskie wzbogaciło się o wiele nowych przykładów  bohaterów z różnego rodzaju 'ułomnościami'.
Oto zatem aneks do przeglądu :)

Miłość dwójki niewidomych w tamilskim 'Cuckoo'  (2014)
Niewidoma córka Mamuta z 'Karutha pakshikal' (2006)
Głuchoniemy Ranbir w 'Barfi' (2012)
Głuchoniemy Dhanush w 'Shamitabhie' (2015)
Glucha - ale nie niema!- Nayan w 'Naanum Rowdy Dhaan' (2015)
Autystyczna Priyanka w 'Barfi' (2012)
Autystyczny bohater tamilskiego 'Haridasa' (2013)
Gauri z zespołem Downa (grająca siebie samą) w marackim 'Yellow'  (2014)
Viji z zaburzeniami dwubiegunowymi w tamilskim 'Aarohanam' (2012)
Fahaad z nerwicą natręctw w 'North 24 Kaatam' (2013)
Narkoleptyczny Vishal w 'Naan Siggapu Manithan' (2014)
Karłowaci bohaterowi bengalskiego 'Chotoder Chobi' (2015)
A ostatni przykład przypomniał mi, że lata temu w podobną rolę wcielił się Kamal (czego to on nie zagrał?^^)

Karłowaty Kamal w 'Apoorva Sagodharargal' (1989)



piątek, 13 maja 2016

Calvary (2014) - a tale of sacrifice and forgiving

Tak, wiem, długo nie pisałam. Cóż.. studia:P Ale czasem i one się przydają, bo to dzięki nim mam nową notkę filmową - i to po angielsku^^

 What would you do if someone told you that he was going to kill you in a week? Go and report it to the police, who should find and arrest that person in order to prevent the crime? Or maybe, as seen in many movies, make and try to realise your bucket list - things you have never done and want to experience before death? Father James, the hero of Calvary made by Irish director, John Michael McDonagh, does none of this. Instead of, he chooses to shoulder the symbolic cross of not his faults (he was clearly said he will be killed just for the other priest's wrongdoings) and go with it. Just like Jesus Christ over 2.000 years ago. 
So what father James is doing through the last week of his life are the same things he does usually as his parish's shepherd: he is just trying to help the others to be a decent people. Which seems to be a Sisyphus work, as his parishoners are not really interesting neither in his 'teachings' nor in 'his God'. They may be not exactly happy or satisfied, but still prefer theirs convenient, focussed mostly on their own needs, life to listening of some priest's advices (implementing of which would take some effort from them). So father James seems to be as lonely in his last days as Christ before his crucifiction. And similary he also has his share of doubts in his 'mission'. Still, what makes him even more human and worth of respect, after every fall he stands up and go on. Why? Probably because he has this rare in today's times quality - a true vocation. And it really helps he is played (brillantly indeed) by Brendan Gleeson, whose look makes us almost instantly sympathise with him. Yes, father James really believes in God and want to see the goodness in the people. Not that he is so naive to trust in all people are declaring to him. Nor he will accept any money given for 'the Church' if he feels that motives behind this decision are not sincere and no real repetence is present. So he has also some demands and probably this makes his work so frustrating.
Does this rather gloomy picture mean that his sacrifice will go down the drain? Not exactly. Father James deeply believes in the value of forgiveness and the case of his killer-to-be shows us exemplary how powerful weapon it can be. Deeply harmed as an innocent child, as an adult still having this anger inside, the man evolves from a victim to an executioner. What can break this well known in psychology spiralic circle of violence is only the forgiveness and this is a truly important and deeply catholic message (awarded even with an Ecumenic Jury Award at the Berlin Film Festiwal). Not easiest to apply in own life, that is why watching Calvary may be quite disturbing, but it is definitely the movie worth seeing (and thinking of). Irrespective of your faith status.

czwartek, 31 marca 2016

Niepełnosprawni bohaterowie w kinie indyjskim - część 6: niepełnosprawność ruchowa

Dawno dawno temu, jeszcze na poprzednim blogu, rozpoczęłam ambitny projekt przeglądu niepełnosprawnych postaci w indyjskich filmach. Chciałam wtedy udowodnić, że to kino nie zajmuje się tylko pięknymi i zdrowymi (podobnie jak i że nie tylko tam śpiewają i tańczą:P) Materiału okazało się być całkiem sporo - tematycznych notek poświęconych kolejno różnym rodzajom niepełnosprawności powstało 5 (głuchoniemi, niewidomi, niepełnosprawni intelektualnie, chorzy na Alzheimera i schizofrenię oraz inne zaburzenia psychiczne)  i nastąpiło tu raczej moje znużenie niż kompletne wyczerpanie tematu. Teraz chętnie jednak do niego wrócę :)

I zacznę dzisiejszy przegląd niepełnosprawnych ruchowo filmem, który - jak mówią niektórzy- 'jest wszędzie' (więc musiał w końcu znaleźć się i w moim przeglądzie^^)

Sanjeev Kumar w Sholay (1975)
Tetraplegicy:
Hrithik w Guzaarish (2010)
Jayasurya w Beautiful (2011)
Chwilowo (po wypadku) przykuty do wózka:
Dulquer Salman w nowelce z Anchu Sundarikal (2013)
I pozostali na wózkach na stałe:

Parvarthy w Bangalore Days (2014)
Kalki w Margarita with the straw (2015). Jej przyjaciółka jest niewidoma.
0
Big B w Wazir (2016)
Nag w Ooopiri (2016)

poniedziałek, 28 marca 2016

National Awards za 2015 rok


Najlepszy film: Baahubali (telugu)
Najlepszy debiut reżyserski: Masaan (hindi)
Najlepszy film o integracji: Nanak Shah Fakir (pendżabski)
Najlepszy film o sprawach społecznych: Nirnajakam (malajalam)
Najlepszy film dot. ochrony środowiska: Valiya Chirakulla Pakshikal (malajalam) 
Najlepszy film rozrywkowy:  Bajrangi Bhajijaan (hindi)
Najlepszy film dziecięcy:  Duronto (hindi)
Najlepszy reżyser:  Sanjay Leela Bhansali (za 'Bajrao Mastani' - hindi)
Najlepszy aktor: Amitabh Bachchan
(za 'Piku' - hindi)  
Najlepsza aktorka: Kangana Ranaut (za 'Tanu Weds Manu Returns' - hindi)

Najlepszy aktor drugoplanowy:  Samuthirakani (za 'Visaranai' - tamilski)  
Najlepsza aktorka drugoplanowa:   Tanvi Azmi (za 'Bajrao Mastani')
Najlepsza rola dziecięca:  Gaurav Menon (za 'Ben')

Najlepszy scenariusz oryginalny:  Juhi Chaturvedi (za Piku) & Himanshu Sharma (za Tanu Weds Manu Returns)
Najlepszy scenariusz adaptowany: Vishal Bharadwaj (za Talvar - hindi)
Najlepsze dialogi: Juhi Chaturvedi (Piku) & Himanshu Sharma (Tanu Weds Manu Returns)
Najlepszy kobiecy playbacksinger:   Monali Thakur za 'Moh Moh Ke Dhage'   (z ‘Dum Laaga ke Haisha') 
Najlepszy męski playbacksinger:  Mahesh Kale  za ‘Aruni Kirani'  (z ‘Katyar Kaljat Ghusali’)
Najlepszy tekst piosenki: Varun Grover (za 'Moh Moh ke Dhage' z Dum Laga Ke Haisha)
Najlepsze piosenki:  M. Jayachandran (za Ennu Ninte Moideen - malajalam)
Najlepszy background:  Illayaraja (za Tharai Thapattai - tamilski)
Najlepsza choreografia: Remo D’Souza (za 'Deewani Mastani' z Bajirao Mastani)
Najlepsze zdjęcia:  Sudeep Chatterjee (za Bajirao Mastani)
Najlepszy dźwięk: Bajirao Mastani
Najlepsze efekty specjalne:  Srinivas Mohan (za Baahubali)
Najlepszy montaż:  Late T E Kishore (za Visaaranai)
Najlepsze kostiumy: Nanak Shah Fakir
Najlepszy makijaż: Nanak Shah Fakir


I najlepsze filmy w poszczególnych językach:

   assamski: Kothanodi
   bengalski: Shankhachil
   hindi: Dum Laaga ke Haisha
   tamilski: Visanarai
   malajalam: Pathemari
   pendżabski: Chauthi koot
   maracki:  Ringan
  
telugu: Kanche
   kannada: Thithi
  




Nagroda specjalna jury: Kalki Koelchin (za Margarita with the straw)
Wzmianki specjalne: Rinku Rajguru (za Sairat), Ritika Singh (za Iruttu Sudhu), Jayasurya

pełna lista nagrodzonych  z uzasadnieniami 
pełna lista zgłoszonych filmów  (a wśród nich m.in. dwa 'cuda' kręcone w Polsce:P)

Smutny to dzień, gdy ktoś głoszący dotąd, że nagrody krajowe to najsensowniej rozdawane indyjskie nagrody filmowe budzi się rano i czytając w facebookowym buzzfeedzie wzmianki o świeżych laureatach owych nagród zastanawia się, czy to przypadkiem nie jakiś ciut przedwczesny prima aprilis:/ Jako, że mam zasubskrybowane sporo newsów od Telugów najpierw rzuciły mi się w oczy gratulacje dla Baahubali jako najlepszego filmu. Pomyślałam sobie, że zapewne zostało 'najlepszym filmem telugu'  - i ok, fajnie (zwłaszcza zważywszy, jak często Akademia nie raczyła przyznawać w ogóle Nationala dla filmu z tej kinematografii). Ale potem czytam gratulacje dla Krishowego  Kanche jako najlepszego filmu telugu. Hmmm, czyżby zatem Baahubali zostało najlepszym filmem popularnym? Też fajnie (skoro ostatnio mogły nimi zostać takie tytuły jak Dabbang czy BMB to czemu nie bardziej interesujący film Rajamouliego:P) Wreszcie trafiam na obszerniejsze zestawienie laureatów i szok: Baahubali zostało najlepszym filmem w ogóle. Na Nationalach. Szok. Znaczy ja się bardzo dobrze bawiłam na Baahubali i kibicowałam mu w różnych rozdaniach, ale na boga, to nie jest najlepszy z najlepszych film roku w całych Indiach:O To nie ta kategoria w ogóle. I to wcale nie jest dobrze dla kina telugu, że pierwszym (wreszcie) w ich historii filmem z najważniejszą indyjską nagrodą na koncie został taki obraz jak ten. To ich tylko bardziej zaszufladkuje.  No dobra, ale czytam dalej. Big - OK, bardzo mi się w Piku podobał. (zostaje w ten sposób Nationalowym rekordzistą, wysuwając się przed Kamala i Mamuta), Kangana za sequel Tanu Weds Manu - hmmm... filmu nie widziałam, ale - nie ujmując nic Kanganie jako dobrej aktorce - serio, to była najlepsza kreacja roku? Taka, żeby nagrodzić ją Nationalem drugi rok z rzędu? A co z genialną Kalki w Margaricie? Szukam... łaskawie dali jej nagrodę specjalną. Ja rozumiem, że ta rola mogła 'przerosnąć' wielu zwykłych indyjskich widzów, ale o Nationalowej akademii miałam lepsze zdanie.  Dochodzę do nagrody dla najlepszego reżysera i robi mi się ciemno przed oczami. Ktoś tu zwariował i chyba nie ja.
Szukam zatem choć promyczków nadziei: są oczywiście 3 nagrody dla Visaranai (niestety nie tak ważne jak powinny być), za debiut dla Masaan, jest nagrodzony za swój tysięczny soundtrack Illayaraja, cudowny maracki numer karnatyczny ze statuetką dla najlepszego playbacksingera, w końcu doceniony przynajmniej wzmianką Jayasurya i parę potencjalnych perełek w nagrodach dla kina regionalnego (nie wiedziałam, że Dr Biju i Goutham Ghose nakręcili już coś nowego:)), ale to wciąż nie jest mi w stanie zagłuszyć dojmującego poczucia wielkiego zawodu. Oczywiście że dotąd też nie zawsze byłam w 100% zadowolona z decyzji Nationalowej Akademii  (często miałam poczucie, że ta czy owa statuetka została przyznana 'pod szerszą publiczkę'), ale nigdy dotąd nie było tego tyle naraz. To nie te nagrody, które tak ceniłam. Zostaje mieć tylko nadzieję, że to 'jednorazówka' a nie już stały trend...

niedziela, 28 lutego 2016

Seema (1955) - Balraj Sahni wyciąga pomocną dłoń do Nutan

W mijającym tygodniu upłynęła nie tylko rocznica urodzin Manmohana Desaia, ale i śmierci Nutan - jednej z moich ulubionych aktorek. Pochodzącej z bardzo filmowej rodziny [teraz coś mi mówi nie tylko fakt, iż jej siostrą była Tanuja, a siostrzenicą Kajol, ale i że to córka Shobany Samarth] Filmfarowej rekordzistki z czasów, kiedy nie przyznawano ich tyle co teraz [i nie można było dostać dwóch za tę samą rolę:P], która zmarła przedwcześnie równe 25 lat temu, na raka piersi. To chyba dobra okazja, żeby przenieść tu forumową notkę o filmie z jej pierwszą przełomową rolą. 

Po 'Bandini' Nutan stała się jedną z moich ulubionych aktorek, bardzo byłam więc ciekawa początków jej kariery. Balraj Sahni był dodatkowym bonusem^^
Bohaterka filmu, Gauri, to wychowywana przez wujostwo sierota. Dziewczyna nie ma lekko, trochę jak Kopciuszek musi ciężko pracować w domu i nie tylko, a nie słyszy w zamian żadnego dobrego słowa, tylko same wyzwiska. Ale to dopiero początek jej kłopotów... Gdy bowiem odrzuca awanse kucharza z domu, w którym pracuje, ten 'w odwecie' wrabia ją w kradzież. Sąd traktuje ją wprawdzie dość łagodnie i oddaje tylko 'pod opiekę' wuja, ale opinia złodziejki nie pozwala dziewczynie znaleźć nowej pracy. Gauri postanawia więc 'rozliczyć się' z owym kucharzem na własną rękę, co prowadzi do kolejnej interwencji policji i - ponieważ tym razem wuj nie chce już wziąć za nią odpowiedzialności - dziewczyna trafia do zakładu wychowawczego dla dziewcząt. Gauri, którą dotychczasowe wydarzenia przepełniły gniewem i buntem wobec świata, nie ma ochoty dostosować się do żadnych zasad w placówce, nieustannie prowokuje konflikty i obraża wszystkich wokół. Czy kierującemu ową instytucją Ashokowi uda się na nią wpłynąć? 
'Seema' to film społeczny, taki z 'przesłaniem', ale naprawdę bardzo dobrze się go ogląda. Może niektórzy stwierdzą, że w życiu raczej się specjalnie nie spotyka takich wychowawców jak Ashok, ale tak naprawdę chodzi tu o to (w co szczerze wierzę), że dobro wyzwala dobro i często bunt młodej osoby bywa takim desperackim wołaniem o pomoc, akceptację, a okazanie takiej osobie wiary w nią, zaufania potrafi przynieść bardzo zbawienne skutki, skruszyć ten 'obronny pancerz' założony przez osobę dla ochrony przed światem. Owszem, pewnie bywa to ryzyko ( na które nie każdego stać), ale jak potrafi się opłacić! W każdym razie Ashok wędruje do mojego pocztu pedagogicznych wzorców, a scena, w której radzi sobie z Gauri tłukącą w gniewie kijem szyby w salonie ośrodka to już w ogóle mój niedościgniony wzorzec zachowania wychowawcy w trudnej sytuacji. Może natomiast można było sobie darować dalszy rozwój wydarzeń (z wątkiem romantycznym), ale  w sumie i trudno się dziwić bohaterce^^
Jak już wspominałam na początku to była pierwsza przełomowa rola dla 19-letniej wówczas Nutan. Dostała też za nią swego pierwszego Filmfare'a. Jej Gauri przeżywa całą gamę różnych emocji, zmienia się na naszych oczach i Nutan potrafi to świetnie wyrazić: bywa spokojna, wręcz wycofana, ale i buntownicza i zadziorna, wreszcie stonowana i dojrzała. Fantastyczny jest też Balraj Sahni, którego tu prawie nie poznałam, bo wyglądał fascynująco (i miejscami miałam skojarzenia z Humprey'em Bogartem albo z Harrisonem Fordem). Jego bohater może wydawać się przez sporą część filmu zbyt idealistyczny, ale potem dzieje się coś, co pokazuje nam go i od takiej powiedzmy bardziej 'ludzkiej' strony - że nie zawsze jednak panuje nad sytuacją i wie, co zrobić... Wreszcie trzecia ciekawa postać to grana przez Shubhę Khote [teraz już wiem, że Durga Khote to jej ciotka^^] jedna z dziewcząt z ośrodka, kolejna 'zadziora'. Ponoć Shubha była naprawdę mistrzynią kolarstwa i ten aspekt został w filmie specjalnie 'pod nią' uwzględniony (tak twierdzą na Upperstallu)
Film cieszył się dużym powodzeniem również ze względu na świetną ścieżkę dźwiękową. Wybrałam piosenkę śpiewaną przez Mannę Dey'a, która jest jednym z największych filmowych hitów tego słynnego playbacksingera: