niedziela, 24 stycznia 2021

Shiva (1989/90) - Nagarjuna z łańcuchem w kultowym debiucie RGV

 

 

Jak doszło do powstania Shivy?

Po ukończeniu studiów inżynierskich Ram Gopal Varma otworzył wypożyczalnię kaset video, cały czas chodziło mu jednak po głowie nie tylko oglądanie ale i kręcenie filmów. Na szczęście miał ojca, który nie uważał, że to głupie mrzonki i na dodatek miał kontakty w branży filmowej (był kiedyś dźwiękowcem w należącym do Akkinenich Annapurma Studios) i zaprotegował syna jako asystenta reżysera. W Annapurnie RGV miał okazję m.in. poznać Nagarjunę, któremu zaczął przedstawiać swoje filmowe pomysły. Gdy Nagowi spodobał się koncept toczącego się w collegowym środowisku filmu gangsterskiego reszta potoczyła się błyskawicznie. Tak właśnie powstał Shiva, przełomowy film i dla RGV i dla całego kina telugu (to zwłaszcza technicznie). Ponieważ po wielkim sukcesie telugowej Shivy RGV nakręcił szybko jego bolly remake i oba filmy mają identyczny tytuł, tę samą główną obsadę (Nagarjuna, Amala, Raghuvaran, JD Chakravarthy) i w zasadzie bardzo podobną fabułę (o pewnych różnicach potem) - łącznie ze skopiowaną w remaku dużą częścią scen i klipów - moja notka uwzględnia, porównawczo, obie wersje.

Fabuła, czyli o czym jest ten film?


Od strony fabularnej Shiva to jakby połączenie obrazu gangsterskiego światka i skorumpowanego świata polityki (czyli motywu obecnego i w późniejszych filmach RGV) z jakże popularnym dziś w kinie telugu motywem 'jednego sprawiedliwego i niepokornego' (dzielnego studenta oczywiście:D), który postanawia stawić temu czoła. Shiva jako nowy student trafia do collegu, w którym terror sieje banda pod przywództwem JD. Formalnie są oni związkiem studenckim, ale jak się okazuje ich powiązania sięgają dużo wyżej (właśnie w świat gangsterki i polityki), tak że boją się ich nie tylko uczniowie, ale też nauczyciele. Ale Shiva oczywiście postanawia nie dać się zastraszyć i rozpoczyna ostrą konfrontację z JD... (rozpoczętą właśnie ową słynną sceną, w której Nag przygotowując się do walki ściąga łańcuch z leżącego obok roweru i owija sobie go wokół ręki).
 

Remake hindi (bo od tego zaczęłam - ma napisy :D)


Na początku było ciężko, jakoś w ogóle nie mogłam 'wejść' w klimat tego filmu.. Być może naczytawszy się o tym, jaki to ważny film w historii kina telugu, kultowy, trendsetter itp oczekiwałam nie wiadomo czego, a dostałam coś, co jest mi w sumie już teraz znane z wielu filmów południowych (i co z tego że późniejszych, znaczy że to raczej one wykorzystują motywy ze 'Shivy', skoro ja widziałam je wcześniej...). Choć najwięcej skojarzeń miałam jednak z czymś chronologicznie starszym znaczy z 'Pratigathaną' (a w sumie też jej bolly remakiem bo oryginału niestety nie oglądałam). Poza tym, że zamiast nauczycielki tu jest student, dużo elementów wyglądało bardzo podobnie: miasto rządzone przez zuego, zuy w collegu, który jest szefem związku studentów (a oni służą głównemu zuemu do różnych rozrób, znaczy są jego bojówkami więc nie można ich ruszyć) i ktoś nowy, kto chce z tym walczyć (tyle że więcej się bije, choć chce też ze zuym wygrać 'legalnie' przez wybory studenckie). I nawet jest uczciwy policjant, który chciałby coś zrobić, ale nie może, bo co kogo aresztuje, to dostaje telefon i musi go zwolnić. Nie zachwycał mnie też bardzo ani Nag ani Amala, która zdawała mi się bardzo sztampową heroiną, która nie wiadomo dlaczego 'poleciała' na hiroła (no, pewnie bo piękny i dzielny). Dopiero w drugiej połowie filmu zaczęło mi się naprawdę podobać. Rozpoczęła się konkretna akcja (piękna scena walki w deszczu!), podkreślana świetnym backgroundem, zrobiło się więc mocniej i mroczniej, i w końcu losy głównej pary bohaterów zaczęły mnie naprawdę obchodzić. No i absolutnie niesamowity Raghuvaran! Tak się nawet zastanawiałam, że przecież to taki ceniony odtwórca ról negatywnych a jakoś nie umiem przywołać z pamięci jakiejś jednej szczególnej jego takiej roli. To teraz już mam. Właśnie tę. Chodzące bezlitosne zło z fascynującym przerażającym wzrokiem. Ogólnie natomiast brakowało mi trochę w filmie kontynuacji pewnych wątków zarysowanych na początku, jakby pewne postaci trochę zbyt potem 'znikały' (JD czy brat Shivy).
 

Telugowy oryginał (saute)

 

I tu znów niespodzianka. Nie wiem czy dlatego, że tu z kolei nastawiłam się już na tą słabszą pierwszą część, czy że z powodu braku rozumienia dialogów trochę inaczej śledziłam film, ale od początku mnie bardziej zainteresował i jako całość wydał mi się bardziej 'równy'. Postaci bohaterów bardziej mnie od początku zainteresowały. W przypadku Amali różnicę mogą tu robić dwie rzeczy: primo - trochę inaczej pokazano jej poznanie się ze Shivą (bardziej naturalne mi się to wydało), a secundo - miała inny głos, mniej słodki i piskliwy (najprawdopodobniej to głos w bolly jest jej prawdziwym, a w telugu o dziwo podłożyli jej 'normalniejszy'). Z ważnych zmian aktorskich okazało się, że rolę graną w remaku przez Paresha Rawala w oryginale gra Kota Srinivas Rao i on podobał mi się bardziej, bo zagrał 'poważniej' a Paresh trochę jednak poszedł w kierunku przerysowania...
I kiedy tak spokojnie sobie porównywałam obie wersje, znienacka zaskoczono mnie jedną, naprawdę znaczącą zmianą w fabule! Która pozwoliła też na coś, czego mi brakowało w wersji bolly, znaczy jakiś udział rodziny (brata Shivy) i w drugiej części filmu. Różnica jest też w ostatniej scenie filmu. I po namyśle stwierdziłam, że najbardziej odpowiadałby mi mix znaczy zmiana w fabule z bolly, a końcowa scena w tolly :D
Wersja telugu jest również trochę inaczej kręcona, ciut surowsza, w bardziej przytłumionych kolorach (zaskakująco, ale to ta bolly wygląda moim zdaniem bardziej 'południowo').
 

Techniczna przełomowość Shivy i laury dla filmu 


Swój sukces i kultowy status film zawdzięcza w dużej mierze stronie technicznej. RGV nakręcił bowiem kino, jakiego dotąd nie było chyba nie tylko w AP, z dynamicznymi zdjęciami i pracą kamery (to RGV wprowadził do kina telugu steadycam) oraz nowoczesnym sposobem użycia i rejestracji dźwięku.   Nie zrezygnował jednak z tradycyjnych klipów (które, szczerze mówiąc, nie są w tym filmie koniecznie potrzebne).
Poza zarobieniem kupy kasy Shiva zdobył masę nagród, z Nandi dla najlepszego reżysera i scenarzysty (to dla Tanikelli Bharaniego) i National Award dla najlepszego filmu telugu na czele.
O znaczeniu Shivy dla tej kinematografii świadczyć może też fakt, że kilka lat temu Telugowie obchodzili z wielką pompą 25. rocznicę powstania filmu, a RGV nakręcił wtedy specjalny dokument o jego tworzeniu:
 

 

 Czy polecam i którą wersję? 


Owszem, ale chyba lepiej bez oczekiwań wielkiego kultowego dzieła (znaczy to jest dobry film, ale chyba nie tak odkrywczy i nowatorski dziś jak te 30 lat temu) i zdecydowanie porównawczo obie wersje.


niedziela, 17 stycznia 2021

Od "Alam Ara' po 'Baahubali': lista 70 ikonicznych filmów indyjskich

Bardzo lubię różne filmowe listy (zwłaszcza jeśli w przypadku kina w Indii obejmują faktycznie rzeczy z różnych kinematografii językowych). Parę lat temu zamieszczałam listę 100 najważniejszych filmów wg IBN live, teraz natomiast wyszperałam listę 70 takich filmów portalu Livemint. Akurat 70, bo powstała z okazji 70-lecia niepodległych Indii - czyli (jak każdy fan tego kina i kraju powinien łatwo sobie obliczyć) w 2017 roku. To oznacza, że - w porównaniu z listą IBN, która kończyła się początkiem naszego stulecia - mamy tu ujęty trochę inny obszar czasowy. Ale niezależnie od tego także w 'części wspólnej' spotkać można oczywiście też inne tytuły. Ta lista jest również totalnie chronologiczna, czyli miesza filmy zrealizowane w poszczególnych językach, kierując się wyłącznie ich rokiem powstania. I - co dopiero nader ciekawe - zawiera nie tylko fabuły, ale także filmy dokumentalne!

 

Alam Ara (hindi, 1931, reż. A.Irani)
Pierwszy indyjski film dźwiękowy (i oczywiście także pierwszy z piosenkami - było ich 7)
Awaara (hindi, 1951, reż. Raj Kapoor)
Najsłynniejszy  chyba film Raja, wielce popularny także za granicą (wschodnią i zachodnią).
Do Bigha Zamin (hindi, 1953, reż. Bimal Roy) 
Klasyk neorealizmu w kinie hindi. Pierwszy indyjski film nagrodzony w Cannes.
Shyamchi Aai (marathi, 1953, reż. PK Atre)
Ta historia relacji syna z matką zdobyła pierwszego w historii Nationala dla najlepszego filmu.
Nagin (hindi, 1954, reż. Nandlal Jaswantlal)
Pierwszy muzyczny blockbuster. Film, dzięki któremu Vijayanthimala (grająca tu zakochaną adivasi) stała się gwiazdą w kinie hindi. 
Pather Panchali (bengalski, 1955, reż. S. Ray)
Czyli najsłynniejszy na świecie film Raya.
Pyaasa (hindi, 1957, reż. Guru Dutt)
Najsłynniejszy z kolei film Guru. Rzecz o bólu artysty. Doceniany i za fabułę i za stronę techniczną.
Do Ankhen Barah Haath (hindi, 1957, reż. V. Shantaram)
Słynny Shantaramowy klasyk zainspirowany prawdziwym eksperymentem (rodem z psychologii humanistycznej) z 'otwartym więzieniem' . Srebrny Lew w Berlinie i Złoty Glob w USA.
Mother India (hindi, 1957, reż, M.Khan)
Czyli Nargis jako wzorzec indyjskiej cierpiącej maa. I pierwsza nominacja do Oscara dla Indii. Mayabazar (telugu, 1957, reż. KV Reddy)
Inspirowany Mahabharatą telugowy multistarrer i muzyczny superhit wszech czasów. Pierwszy telugowy klasyk, który został odnowiony i pokolorowany (i to tak, że to nie boli!)
Madhumati (hindi, 1959, reż. Bimal Roy)
Napisany przez Ghataka (o czym mało kto wie) blockbuster, którego sukces utorował drogę filmom  z motywem reinkarnacji. Ściąga się z niego do dziś:P
Kaagaz Ke Phool (hindi, 1959, reż. Guru Dutt)   
Historia poniekąd autobiograficzna i największa kasowa porażka Guru, która dopiero z czasem zyskała należne uznanie.
Meghe Dhaka Tara (bengalski, 1960, reż. Ritwik Ghatak)
Najsłynniejszy film jednego z 'wielkiej bengalskiej trójcy', poetycki portret straty - tej osobistej i tej społecznej(bo podział Indii to wielka trauma także dla Bengalu).
Mughal-e-Azam (hindi, 1960, reż. K.Asif) 
Historyczny romans wszech czasów. Mega rozmach, mega zyski.
Gunga Jumna (hindi, 1961, reż. Nitin Bose)
Grający tu dakoitę Dilip jako pierwszy mainstreamowy anty-bohater w kinie indyjskim (późniejsze podobne role Biga czy SRK to stąd).
Bandini (hindi, 1963, reż. B. Roy)
Jeden z najlepszych filmów Bimala (mój osobiście ulubiony) z rewelacyjną, bardzo wielowymiarową rolą Nutan.
Haqeeqat (hindi, 1964, reż. Chetan Anand)
Jeden z pierwszych i najlepszych indyjskich filmów wojennych. A fanowsko dodam, że oto w końcu lista z dobrym wyborem ciekawych ról Dharmendry. 
Charulata (bengalski, 1964, reż. S.Ray)
Adaptacja klasycznej powieści Rabindranatha Tagore, uważana za jeden z najlepszych Rayowych filmów (znaczy przez tych co znają więcej niż jego trylogię Apu:P)
Chemmeen (malajalam, 1965, reż. Ramu Kariat) 
Osadzona w środowisku rybaków opowieść (adaptacja dostępnej i po polsku powieści) zwróciła uwagę reszty Indii, a i zagranicy (film trafił do Cannes) na kino mallu.
Guide (hindi, 1965, reż. Vijay Anand)
Adaptacja powieści Narayana to dowód na to, że obecna 'progresywność' kina hindi, czy łamiący konwenanse bohaterowie to nie taka znów nowość.
WAQT (hindi, 1965, reż. Yash Chopra)
Pierwszy bollywoodzki multistarrer (mogę złośliwie zauważyć, że kino telugu wyprzedziło tu bolly o kilkanaście lat?), który wprowadził bardzo popularny do dziś motyw 'zgubionego i odnalezionego' członka rodziny.
Enga Veettu Pillai (tamilski, 1965, reż. Chanakya)
Tamilski masalowy hit z MGR-em w podwójnej roli. Trochę dziwny wybór na 'społeczny image południowych gwiazd kina' zważywszy, że to remake telugowego Ramudu Bheemudu z NTRem (w kinie hindi powstało z tego Ram aur Shyam)
Teesri Manzil (hindi, 1966, reż. Vijay Anand)
Thriller z kultową rolą Shammiego i hitowymi piosenkami Burmana (i chyba przez to drugie na liście).
I am 20 (1967, reż. S.N.S. Sastry)
Prawdziwa niespodzianka na liście - krótkometrażowy dokument (!!!) w formule wywiadu z równolatkami kończących wówczas 20 lat niepodległych Indii. Jest dostępny na YT
India ’67 (1968, reż. S. Sukhdev)
I kolejny dokument na liście, tym razem prawie godzinny.  Pozbawiony komentarza montaż obrazków z codziennego życia w Indiach. Też dostępny na YT. 
Uski Roti (hindi, 1969, reż. Mani Kaul)
Reżyserski debiut Kaula bywa określany 'Pather Panchali' w kinie hindi.
Bhuvan Shome (hindi, 1969, reż. Mrinal Sen)
Słynny i przełomowy film cenionego bengalskiego reżysera, jeden z najważniejszych z nurtu 'nowej fali'.
Heer Ranjha (hindi, 1970, reż. Chetan Anand)
Klasyczna adaptacja słynnej pendżabskiej historii miłosnej, unikalność której polega na tym, że wszystkie dialogi są wierszowane (stworzył je Kaimi Azmi, uznany poeta urdu)
Pakeezah (hindi, 1972, reż. K.Amrohi)
Najsłynniejsza,'pożegnalna' rola Meeny Kumari jako cierpiącej kurtyzany. 
Swayamvaram (malajalam, 1972) reż. A. Gopalakrishnan)
Reżyserski debiut Adoora, który utorował drogę nurtowi parallel w kinie mallu.
Ankur (hindi, 1974, reż. Shyam Benegal)
Reżyserski debiut Benegala stał się kamieniem milowym dla nurtu kina parallel i Shabany Azmi jako 'twarzy' tegoż nurtu.
Sholay (hindi, 1975, reż. Ramesh Sippy)
Wiadomo: Śole są wszędzie^^
Ghatashraddha (kannada, 1977, reż. Girish Kasaravalli)
Przełomowy film dla nurtu parallel w kinie kannada. Opowieść o przyjaźni małego chłopca i ciężarnej wdowy. 
Amar Akbar Anthony (hindi, 1977, reż. Manmohan Desai)
Bo nie zna indyjskiego kina masala, kto nie zna filmów Desaia, a nie ma jak ten!
An Encounter with Faces (1978, reż. VV Chopra)
Kolejny krótkometrażowy dokument. O dzieciach z sierocińców. Nominowany do Oscara.
Gol Maal (hindi, 1979, reż. Hrishikesh Mukherjee)   
Klasyczna komedia w dobrym starym stylu. No i ten kult wąsa!
Arth (hindi, 1982, reż. M. Bhatt)
Najbardziej chyba uznany film Bhatta. Autobiograficzne studium małżeńskiego trójkąta z wybitnymi rolami Shabany i Smity. 
Aparoopa (assamski, 1982, reż. Jahnu Barua)
Reżyserski debiut najbardziej uznanego reżysera kina assamskiego. 
Moodram Pirai (tamilski, 1982, reż. Balu Mahendra)
Kultowa tamilska love story z wielkimi rolami Kamala i Sridevi.
Ardh Satya (hindi, 1983, reż. Govind Nihalani)
Ten gorzki policyjny dramat społeczny Nihalaniego robi wrażenie do dziś. Także za sprawą wybitnej roli Oma Puriego.
Jaane Bhi Do Yaaron (hindi, 1983, reż. Kundan Shah)
Kultowa do dziś komedia absurdu.
My Dear Kuttichathan (malajalam, 1984, reż. Jiji Punnoose)
Pierwszy indyjski film 3D powstał prawie 40 lat temu w Kerali. I było to dziecięce kino fantasy.
Mouna Raagam (tamilski, 1986, reż. Mani Ratnam)
Pierwszy ważny film Maniego.  Romantyczny dramat o zaaranżowanym małżeństwie opowiedziany z kobiecej perspektywy.
Mr India (hindi, 1987, reż. Sekhar Kapoor)
Indusi kochają ten film, bo że to pierwszy mix kina superhero z fantasy. I bardzo kasowy.
Nayagan (tamilski, 1987, reż. Mani Ratnam)
Inspirowany Godfatherem indyjski gangsterski film wszech czasów.
Pushpak (1987, reż. Singeetham Srinivasa Rao)
Pierwszy indyjski niemy film fabularny to czarna komedia z Kamalem w roli głównej. Wyprodukowany w Karnatace przez mieszankę ekipy z południa.
Salaam Bombay (hindi, 1988, reż. M. Nair)
Słynny film Miry  o indyjskich 'dzieciach ulicy'. Złota Palma w Cannes plus nominacja do Oscara.
Om Dar-B-Dar (hindi, 1988, reż. Kamal Swaroop)
To kultowe kino postmodernistyczne z nielinearną narracją i absurdalną fabułą jest satyrą na wszystko.
Parinda (hindi, 1989, reż. VV Chopra)
Gangsterskie klimaty jeszcze sprzed RGV. Zdecydowanie warto.
Ram ke Naam (hindi, 1992, reż. A. Patwardhan)
Bardzo wynagradzany dokument o meczecie Babri Masjid. Zrealizowany tuż przed jego zburzeniem obraz pokazuje, jak narastał hinduistyczny nacjonalizm. Rzecz dostępna na YT.
Manichitrathazhu (malajalam, 1993 reż. Fazil)
Słynna, namiętnie remakowana historia opętanej tancerki. 
Hum Aapke Hain Koun..! (hindi, 1994, reż. Sooraj Barjatya)
Kultowy dla Indusów romcom, który zbudował karierę Sallu. Najdziwniejsza chyba rzecz na liście.  
Bandit Queen (hindi, 1994, reż. Sekhar Kapoor) 
Ostatni i jeden z najważniejszych filmów Kapoora to mrożący krew w żyłach biopic o Phoolan Devi (w którą fantastycznie wcieliła się Seema Biswas).
Satya (hindi, 1998, reż. RGV)
Gangsterski Mumbaj, czyli jeden z najważniejszych filmów Ramu. 
Hyderabad Blues (hindi, 1998, reż. N.Kukunoor) 
Zrealizowany za 'psie pieniądze' debiut Kukunoora utorował drogę nowej filmowej fali, tzw. kinu 'hindie'.
Dil Chahta Hai (hindi, 2001, reż. F. Akthar)
Reżyserski debiut Farhana to wejście nowe stulecie z nowym typem kina - 'coolowym' i z naturalnie brzmiącymi dialogami
Laagan (hindi, 2001, reż. A. Gowariker)
Kultowy film łączący dwie wielkie indyjskie pasje; kino i krykiet. Jego sukces utorował drogę innym filmom o sporcie.
Munnabhai MBBS (hindi, 2003, reż. R.Hirani)
Zabawny i niegłupi debiut Hiraniego.
Black Friday (hindi, 2004/07 reż. A.Kashyap)
Słynny, zapółkowany na 3 lata przez cenzurę, Kashyapowy film o zamachach z 1993 roku.
Rang de Basanti (hindi, 2006, reż. O.Mehra)
Film, który wprowadził do społecznej debaty kwestię obywatelskiego aktywizmu (i oceny 'makiawelicznych' metod jego realizacji)
Chak de India (hindi, 2007, reż. S.Amin)
Bezpiosenkowy i bezromansowy, ale mainstreamowo zrealizowany film sportowy. 
Oye Lucky! Lucky Oye! (hindi, 2008, reż. D.Banjeree)
Z życia włamywacza, czyli oparta na faktach komedia  z podłożem społecznym.
Harishchandrachi Factory (marathi, 2009, reż. P. Mokashi)  
Przeuroczy obraz o realizacji pierwszego indyjskiego filmu. 
3 Idiots (hindi, 2009, reż.  R.Hirani)
Megakasowy film Hiraniego, pierwszy indyjski 200-crorowiec.
Aadukalam (tamilski, 2011, reż. Vetrimaaran)
Film z tamilskiego nurtu 'prowincjonalengo', który dzięki lawinie Nationali zwrócił uwagę północy i na Vetrimaarana i na grającego główną rolę Dhanusha.
Celluloid Man (2012, reż. Shivendra Singh Dungarpur)
Obsypany nagrodami dokument o filmowym pozaekranowym bohaterze  - legendarnym archiwiście P.K. Nairze, dzięki wysiłkom którego ocalało wiele indyjskich filmów.
Gangs of Wasseypur, part 1&2 (hindi, 2012, reż. A.Kashyap)
Prowincjonalna gangsterska saga Anuraga była pierwszym bolly filmem podzielonym na dwie osobno wyświetlane części i rozpopularyzowała w kinie hindi klimaty znane od dawna fanom kina tamilskiego:P
Angamaly Diaries (malajalam, 2017, reż. L.J.Pellisery)
Jeden z najbardziej uznanych filmów Pellisery'ego (no, przynajmniej przed Jallikattu), czyli gangsterska prowincja po keralsku. I film z prawie samymi amatorami w obsadzie.
Baahubali 1&2 (telugu, 2015-7,  reż. S.S. Rajamouli)
Telugowa epicka superprodukcja, która pobiła wszelkie rekordy kasowe udowadniając, że widzowie wciaż chcą oglądać superwidowiska w kinie.
 
 

czwartek, 30 lipca 2020

Srijit, Aparna i Kaushik Ganguly - kino bengalskie na Amazon Prime

Na koniec mojej Amazonowej przygody jeszcze przegląd filmów bengalskich :)


  2019

 

Vinci Da  

 


Prawdziwy zakręcony odjazd z kolejnym ciekawym filmowym zawodem w roli głównej. Jeśli narzekaliście kiedyś na poziom charakteryzacji w indyjskich filmach powinniście zobaczyć, co potrafi zrobić tytułowy bohater tego filmu (Vinci to od fascynacji Leonardo:D). Niestety branża filmowa zdaje się nie doceniać jego prostetycznego talentu. Znajdzie się jednak ktoś, kto zechce go wykorzystać - niestety w dość niecnych celach... I zaczyna się kryminalna intryga oparta na 'zabawie twarzami'. Inteligentna i przewrotna. Czy Vinciemu uda się wyjść z opresji?  Polecam bardzo.

Ghawre Bairey Aaj

 


Aparna klasycznie i politykująco. Reżyserka wzięła tym razem na warsztat wydaną również w Polsce powieść Tagore'a Ghare Bairey (po polsku Dom i świat). Historia jest trójkątowa: dwóch przyjaciół z dzieciństwa o obecnie zupełnie  różnych poglądach, a pomiędzy nimi kobieta, która jest żoną jednego a zaczyna się fascynować drugim. Oryginalnie chodziło o różnicę zdań w kwestii formy walki o niepodległość (znaczy czy po gandyjsku czy rewolucyjnie z bronią z w ręku),  tu nasz rewolucjonista przeszedł od młodzieńczej działalności naksalickiej do prawicowego politykowania w duchu hindutvy, pozostał jednak charyzmatyczna postacią, która jak najbardziej może zafascynować bardziej niż stateczny mąż o umiarkowanych poglądach. W bonusie można usłyszeć, jak brzmi Międzynarodówka po bengalsku! (chwilę zajęło, zanim odkryłam, skąd ja znam tę melodię:D)

 

 Jyeshthoputro  (potrzebne indyjskie IP)

 


To miał być film Rituparno Ghosha i choć ostatecznie nakręcił go Kaushik Ganguly w klimacie tej kameralnej psychodramy zdecydowanie czuć ducha Ghosha.  Jyeshthoputro to starszy brat. Gwiazda filmowa, która powraca w rodzinne strony na pogrzeb ojca. Zgodnie z tradycją to on powinien poprowadzić obrzędy pogrzebowe. Ale czy na pewno ma do tego większe prawo od swego młodszego brata tylko z racji zwykłego starszeństwa? To ten młodszy został w  domu i opiekował się ojcem... Jest też aspekt artystyczny - podczas gdy Indrajit (jakkolwiek by się nie starał pozostać 'normalny') jest jednak gwiazdą poniekąd zmanierowaną przez filmowy biznes, Parto pozostał wierny teatrowi... I nie dostaniemy oczywiście jasnych rozwiązań i odpowiedzi.

 

Shah Jahan Regency (potrzebne indyjskie IP)

 


Srijit wziął się za adaptację klasycznej bengalskiej powieści Chowringhee, będącej mozaiką wątków, widzianych oczami młodego recepcjonisty (w tej roli Parambrata) tytułowego hotelu Shah Jahan. Podobnie jak w klasycznej adaptacji tejże powieści (z 1968 roku, niestety - mimo Uttama w obsadzie - jakoś jeszcze nie obejrzałam) także ta wersja ma charakter multistarrera z aktualną aktorską śmietanką tej kinematografii. Niewątpliwie ma swój klimat (taki właśnie bengalski, Chowringhee to zresztą dzielnica Kalkuty), świetną oprawę muzyczną (Anupam Roy oczywiście, którego uwielbiam) i dobrze się ogląda, choć chyba liczyłam, że wątki będą bardziej różnorodne (a trochę wyszło, że wszystko kręci się wokół zawiedzionych/niespełnionych - z różnych względów - miłości).

2018

  

Generation Aami (2018)

 


Nastolatkowego kina w bengalskim wydaniu chyba jeszcze nie widziałam. Znaczy kina o nastolatkach i ich problemach, a nie że 'jak dla nastolatków'.  Bardzo sprawnie zrealizowana opowieść na dość zgrany już ogólnie temat pokoleniowych różnic i problemów w komunikacji, wynikających oczywiście głównie z tego, że dzieci chcą dokonywać własnych wyborów (nawet jeśli okażą się one błędami), a i coraz bardziej widzą niekonsekwencję (by nie rzec hipokryzję) pouczających ich rodziców.

Drishtikone  (potrzebne indyjskie IP)

 


Skusiłam się na Prosenjita u Kaushika Ganguly'ego ale zachwytów nie było. Nawet mimo sztucznego oka Prosenjita, który gra tu tracącego wzrok prawnika podejmującego się poprowadzenia  sprawy, która doprowadzi go do problemów... Kawałek kryminalnego thrillera, kawałek pozamałżeńskiego romansu, ale gdzieś tych 'thrilli' zabrakło.

wtorek, 9 czerwca 2020

"Mumbai Pune Mumbai" (1-3) i inne amazonowe filmy marathi z Muktą Barve

Mój amazonowy przegląd filmów marathi upłynął dość niespodziewanie - ale bardzo przyjemnie -  z Muktą Barve. Kto oglądał Jogwę powinien pamiętać tę aktorkę. Kto nie widział tego filmu, zdecydowanie powinien to nadrobić.  Bo to kawał fantastycznego kina i do dziś nie rozumiem, czemu Mukta nie dostała za niego Nationala. Za to jej kariera ruszyła po nim z kopyta i tak to trwa do dzisiaj. Gra sporo i ciekawie, co myślę pokażą tytuły, o których za chwilę.
Mukta nie jest jednak gwiazdą, która zdaje się tylko na filmowe propozycje (z czym jak wiadomo - zwłaszcza z upływem lat - różnie może być). Zaczynała od teatru i nigdy go nie porzuciła (a trzeba dodać, że ma i profesjonalne przygotowanie w tym kierunku - nie, nie szkołę aktorką, ale uniwersytecką teatrologię. Z dyplomem z dramatu!), założyła też firmę producencką - w której produkuje właśnie spektakle teatralne. Gra również dużo w telewizji,  a i radio jest jej nieobce. Jednym słowem - multimedialna kobieta:D

Mumbai Pune Mumbai

 

Zaraz po Jogwie Mukta zagrała w kolejnym przełomowym dla swej kariery filmie. W bolly franczyzowe sequele to  dawno standard, ale dla kina marathi nie i to właśnie Mumbai Pune Mumbai stał się pierwszym filmem tej kinematografii, który dorobił się aż trzech części, a para Barve-Joshi zyskała status 'złotej 'pary' (porównywalny do tego SRK i Kajol). Gdzieś tam ten tytuł obijał mi się oczywiście o uszy wcześniej, ale omijałam go w przekonaniu, że to zapewne jakaś durnawa komedia (w czym utwierdzały mnie te kolejne numerki). Teraz zdecydowałam się w końcu sprawdzić, co to. I to jest zasadniczo rom-com. No, niech będzie że familijny (zwłaszcza kolejne części).


Pierwsza jest zachwycająco prosta i urokliwa. Pamiętacie Before Sunrise, w którym to świeżo poznani bohaterowie snują się całą noc po Wiedniu? To tu jest podobnie tyle, że w Punie. Znaczy Gauri przyjechała z Mumbaju, na spotkanie z zaaranżowanym jej przez rodziców chłopakiem. Jest zdecydowana odrzucić tę propozycję, ma jednak problem ze znalezieniem adresu i prosi o pomoc grającego w ulicznego krykieta Gauthama. Kończy się tak, że spędzają ze sobą cały dzień chodząc po mieście i gadając o wszystkim. Nie znają nawet swoich imion, zwracając się do siebie nazwami miast z których pochodzą (Gautham jest dumnym punijskim localsem i nie omieszka tego nieraz podkreślić). Co fajne, żadnemu z nich nie brak ciętego jezyka, a narracja odbywa się bardziej z jej perspektywy. Całość trwa około półtorej godziny i mieści się w tym tylko jeden klip. Jest uroczo, świeżo i naprawdę zabawnie. Na koniec zaś dostajemy przewrotny twist na dworcu (a gdzie by indziej:D). Zdecydowanie miałam niedosyt i dlatego zaraz sięgnęłam po nakręconą 5 lat później część drugą.
  

Druga część rozpoczyna sie decyzją mieszkających od jakiegoś czasu razem bohaterów o ślubie. Zatem oczywiście pojawiają się obie ich rodziny.  Jak bowiem wiadomo, zakochać można się w jednej konkretnej osobie, ale poślubia się całą rodzinę. W miejsce urzekającej kameralności pierwszej części dostajemy więc tłum ludzi ze swoimi koncepcjami na temat małżeństwa. Które są oczywiście różne... Jest wciąż zabawnie, ale pewna niezwykła atmosfera gdzieś uciekła. Wzrasta też czas trwania filmu i ilość tradycyjnych klipów. Szczęśliwie narracja wciąż prowadzona jest bardziej z perspektywy bohaterki, która to w miarę zbliżania się terminu ślubu nabiera coraz wiecej wątpliwości co do tego, czy podejmuje właściwą decyzję... Bo miłość to jedno, a poważne zobowiązanie na całe życie to drugie. To jednak familiny rom-com, więc finał chyba nikogo nie zaskoczy ;) Zresztą inaczej nie byłoby powstałej w ubiegłym roku części trzeciej.  Wprawdzie moim zdaniem lepiej by było, żeby jej już nie było, ale kto by tam słuchał mojej opiniii. W trójce bowiem w życiu bohaterów pojawia sie nieplanowana ciąża. I niestety coraz więcej dziwnych pomysłów scenariuszowych. Pojawiają się wprawdzie wciąż i ładne momenty (ojciec bohatera!), ale ich procent względem całości zdecydowanie spada. Mumbai Pune Mumbai okazuje się zatem raczej potwierdzać fakt, że kolejne sequele zwykle bywają coraz gorsze, niż stanowić wyjątek w tej kwestii. Jeśli zatem niedługo twórcy zdecydują się i na czwartą część, to ja po nia siegać już nie zamierzam.
Niestety z całej serii tylko Mumbai Pune Mumbai 3 jest dostępna na Amazonie bez ograniczeń lokalizacyjnych (dwie pierwsze części tylko na indyjskim IP).

2019


Wedding Cha Shinema

 


Big fat indian wedding cinema, czyli film z kategorii 'nie odkrywamy Ameryki, ale mile spędzamy czas'. Główna bohaterka jest młodą lekarką z Mumbaju, która trafia na staż do małego miasteczka. Tu zakochuje się w miejscowym chłopaku i postanawia wyjść za mąż z pompą. Czyli także kręcąc specjalny 'pamiątkowy' okołoślubny film. Do tego właśnie zadania wynajęta zostaje grana przez Muktę Urvi. Dla ambitnej dokumentalistki 'kręcenie wesela' nie jest z pewnością zleceniem marzeń, ale nie bardzo może odmówić. Okazuje się jednak - oczywiście:D - że jest to pouczające życiowo doświadczenie. A  będące pochwałą spokojnego życia na prowincji przesłanie filmu w dzisiejszych postpandemicznych czasach, gdy wszyscy zwolniliśmy i zaczęliśmy trochę inaczej układać priorytety, wydaje się nader aktualne.

Smile Please 

 

 

Nandini - podobnie jak Urvi - jest ambitną kobietą, która skoncentrowała swoje życie wokół związanej z mediami kariery. Tyle, że nie kręci filmów ale fotografuje. Wprawdzie założyła rodzinę, ale nie do końca jej z nią wyszło. Z mężem dawno się rozstała, z dorastającą córką też nie ma najlepszego kontaktu. Tymczasem pojawiające się niespodziewanie pierwsze objawy demencji zdają się rujnować także będącą dotąd jej głównym życiowym motorem karierę zawodową. Jak poradzić sobie z perspektywą zapomnienia wszystkiego, co się dotąd znało i wiedziało? Tematycznie skojarzył mi się od razu także świetny Still Alice. Co jednak odróżnia Smile Please od amerykańskiego filmu - i co mnie poruszyło najbardziej - to  wątek młodego 'przybysza z zewnątrz', który staje się - jak mówi córka Nandini - 'ich supermanem'. O takiej stronie dramatu związanego z tą straszną chorobą dotąd bowiem nie myślałam.


Aamhi Doghi (2018)

 


Świetne feminocentryczne kino z zaskakującą rolą Mukty. Aamhi Doghi to niezwykła historia kobiecej przyjaźni. Niezwykła, bo przyjaźń dotyczy macochy i jej pasierbicy. Savitri wychowywała się bez matki, a w praktyce i bez ojca, który trzymał córkę na dystans i w zasadzie powierzył opiekę nad nią niańkom i służbie. Gdy ojciec postanawia ożenić się powtórnie i to z dziewczyną niewiele starszą od nastoletniej wówczas Savitri ta czuje się zdradzona. Wkrótce ciekawość jednak zwycięża i między dwoma totalnie różnymi kobietami nawiązuje się szczególna więź. Nie widziałam jeszcze takiej Mukty. Zawsze kojarzyła mi się z silnymi aktywnymi bohaterkami, tu jej Ammi godzi się z wszystkim i niczego dla siebie nie chce. W przeciwieństwie do wiecznie buntującej się i kontestującej Savitri. W jej wycofanym spokoju kryje się jednak siła, który Savitri dopiero nauczy się doceniać... I klucz do uwolnienia prawdziwych emocji.

Mogra Phulaalaa

 

 

Na koniec film bez Mukty, ale z jej ekranową 'złotą połówką', czyli Swapnilem Joshim w roli głównej. Mogra Phulaalaaprzywodzi na myśl klimat middle cinema z kina hindi lat osiemdziesiątych. Jest w nim podobny urok i 'mały światek' zwykłych, nieidealnych, ale naprawdę sympatycznych ludzi. Nie sądziłam np, że postać maminsynka zamiast mnie irytować może mnie urzec, a tu właśnie tak się stało. Wszystko jest bowiem kwestią odpowiedniej narracji i charakteryzacji bohaterów. I jeśli Sunil przez ponad 30 lat nigdy nie przeciwstawił się decyzjom matki to znaczy, że nie było dostatecznej tegoż potrzeby. Nastąpi ona, gdy zamiast czekać dalej na efekt poszukiwania mu przez mamę odpowiednio godnej kandydatki na żonę Sunil znajduje sobie takową sam. I to kobietę 'po przejściach'... W ramach pokazywania konsekwencji samodzielnego wyboru partnera życiowego kino indyjskie najczęściej miota się pomiędzy drogą cierpiętniczo-łzawego podporządkowania się, a radykalnym buntem (połączonym z zerwaniem więzi rodzinnych), stąd tym bardziej podoba mi się pokazanie, że istnieje też pośrednie, nazwałabym je 'asertywnym', wyjście. Można być bowiem łagodnie stanowczym. Tu emocji też nie brak, ale są na dużo bardziej stonowanym poziomie. Dodatkowym smaczkiem jest fakt, że bohaterowie poznają się i zakochują w sobie przy okazji.. wystawiania opartej na mahabharatowych wątkach sztuki, w której to grają główne role. A Sunil jeździ uroczą czerwoną Vespą!

 

poniedziałek, 27 kwietnia 2020

Asuran, Peranbabu, Monster, Aadai i inne tamilskie świeżynki na Amazon Prime

I pora na amazonowe świeżynki z Tamilnadu.


2019

 

Asuran  



Chyba wszyscy już wiedzą, czego można się spodziewać po teamie Dhanush-Vetrimaaran. Żadnych lukrowanych bajek, tylko opowieści o twardej rzeczywistości, w której przeżycie jest sztuką. Także owszem, jest znów mrocznie i jeszcze chyba krwawiej niż zwykle (reżyser był oskarżany o nadmiar przemocy w Asuran). W porównaniu do poprzednich filmów duetu  (gdzie droga przemocy dawała jednak pewne perspektywy przetrwania) jeszcze więcej w tym filmie beznadziei, co oczywiście łatwe w oglądaniu nie jest. Reżyser nie zostawia jednak widza w totalnej depresji. Dhanush jak zwykle imponujący, tym bardziej że ta chłopięca chudzinka przez większość filmu gra tu ojca prawie dorosłych synów  (i męża Manju Warrier - to jej tamilski debiut) i wciąż mu się wierzy.

 Peranbu 

 


Kto widział Kadha Paryumpol i tęskni za takim Mamutem zdecydowanie powinien sięgnąć po ostatni film Rama. Tym razem jego samotne ojcostwo (może zabrzmi to dziwnie, ale bardzo mnie ucieszyło pewne przełamanie schematu, bo jego żona nie zmarła itp, tylko zwyczajnie miała dość i odeszła z innym zostawiając dziecko ojcu) jest jeszcze większym wyzwaniem, bo i córka z trudniejszą chorobą. Proces budowania więzi z dzieckiem, które - niezależnie od swego, utrudniającego kontakt, porażenia - wchodzi w ogólnie niełatwy okres dorastania, plus szukanie wspólnie miejsca dla siebie w świecie dalekim od idylli, reżyser przedstawia z godna podziwu wrażliwością, nie popadając przy tym w sentymentalizm (co zdarzało mu się w poprzednich filmach).

Monster

 

 

Podchodziłam do tego seansu jak pies do jeża.  Byłam przekonana, że ta historia zmagań z zasady pacyfistycznego bohatera z niechcianym, a nader uciążliwym (współ-)lokatorem w postaci szczura zostanie rozegrana w mało dla mnie strawnej (jeszcze w wydaniu indyjskim) konwencji slapstickowego humoru. Tymczasem  ja się w tym filmie po prostu zakochałam. Gdybym miała wskazać jeden, ulubiony tamilski film ubiegłego roku to byłoby zapewne właśnie ten. Bo to jest zabawna (ale wcale nie przeszarżowana), ciepła, urocza historia o... w sumie to najbardziej chyba o humanizmie. Także w odniesieniu do tych mniejszych i wcale niekoniecznie uroczych stworzeń (a może przede wszystkim, bo czyż jest lepszy test na nasze faktyczne człowieczeństwo? Dojrzeć żywą, czującą istotę w słodkim piesku czy kotku to wszak żadna wielka sztuka). 

 

Aadai 

 

 

Zważywszy na aurę wokół samego filmu (znaczy że Amala Paul dużą jego część jest nago/prawie nago) i animowany (bardzo ciekawy! nie znałam tej historii) wstęp spodziewałam się, że przesłanie filmu będzie tyczyć prawa do wolności stroju (nieustająco niestety aktualna sprawa dla kobiet). Tymczasem okazało się, iż rozwiązanie poszło w innym jednak kierunku. Niby też ważna sprawa (zwłaszcza w dzisiejszych czasach, pełnych poszukiwania  i kreowania 'sensacji'), ale niezupełnie mi się to wszystko trzyma kupy i na dodatek odczułam feministyczny 'zgrzyt'. Niemniej rola Amali, trzymającej na barkach cały film, warta zobaczenia.

 

To let

 

 

Laureat Nationala dla najlepszego filmu tamilskiego i masy festiwalowych nagród  to film, który do kin trafił oczywiście dopiero dwa lata po powstaniu. Ta historia perypetii młodego małżeństwa z dzieckiem, które w ciągu miesiąca musi sobie znaleźć nowe mieszkanie oparta jest na faktach i tak też się ten film ogląda - w sumie jak pokazujący 'skrawek życia' fabularyzowany dokument. Jak sobie pomyślę o polskich rynkach wynajmu mieszkań w dużych miastach to myślę, że seans może być dla niektórych tutaj oglądających 'dziwnie' znajomym doświadczeniem...

 

 

Raatchasi


    Jyothika prawie jak Michelle Pfeiffer w Dangerous minds, bo też przyjeżdża do mającej bardzo kiepską opinię prowincjonalnej szkoły, żeby ostatecznie zmienić ją na lepsze (i też - mając za sobą mundurową przeszłość - zna różne chwyty:D), tyle że Jo tu nie uczy, a dyrektoruje. Z czego wynika oczywiście, że ma większe możliwości stawiania nauczycieli, którym się nie chce do pionu (i z tego korzysta:D). Oczywiście, że film zbudowany jest na jasnym przewidywalnym schemacie, ale nieźle się to ogląda.

    Vellai Pookal

     


    Bardzo okrzyczany ubiegłoroczny thriller z kryminalną zagadką rozwiązywaną w Stanach przez emerytowanego tamilskiego policjanta, który przyjeżdża odwiedzić osiadłego tam syna. Bardzo podobał mi się grający główną rolę Vivek (tak, Tamile też dają szanse swoim komikom na poważne pierwszoplanowe występy), ale samo filmowe śledztwo jakoś mnie nie wciągnęło (po części chyba za sprawa angielskiego - rozumiem, że w tej sytuacji był on oczywistym głównym językiem, ale gdzieś mi coś nie grało..)

     Jackpot

     


    Jak wyczaiłam, że Amazon ma film, w którym Jyothika i Revathy grają parę oszustek i zobaczyłam w zwiastunie, że mają tam fun i skopują męskie tyłki, to oczywiście musiałam obejrzeć całość. Niestety pewnie lepiej byłoby poprzestać na trailerze, bo wyszło że to zmarnowana szansa bez specjalnego pomysłu na całą fabułę.

    Oru Nalla Naal Paathu Sollrean  (2018)

     

     

    Na koniec małe guilty pleasure z 2018 roku.  Zobaczyłam przypadkiem ten plakat z Vijayem Sethupathim w 'wikingowym'  hełmie, przeczytałam, że gra kogoś w rodzaju lokalnego Robin Hooda (znaczy cała wioska ma takie szlachetne zajęcie:D) i stwierdziłam, że 'absolutnie chcę'! Ubawiłam się zdecydowanie lepiej niż na Jackpocie, chociaż uważam, że można było pójść jeszcze bardziej w absurdalną zabawę (a obciąć wątki 'zewnętrznych gości'). Niemniej na film, którego bohater 'wchodzi' w rytm granych z dużego, trzymanego fantazyjnie na ramieniu, magnetofonu Chirowych przebojów i zwraca się do wybranki per 'bangaru kodipetta'  to ja za bardzo jojczeć nie jestem w stanie:P Powtórka niewykluczona.