poniedziałek, 30 maja 2011

Aktorskie spotkanie

W jakim filmie zagrali wspólnie Waheeda Rehman i ANR?:) Że w Chukkallo Chandrudu?


Owszem, ale był jeszcze pewien film 30 lat wcześniej:D


A ja jakoś dotąd tkwiłam w przekonaniu, że -  po tych początkach kariery w latach 60 (i zabraniu jej przez Guru na północ) - Waheeda pojawiła się ponownie w kinie telugu dopiero te parę lat temu:P

niedziela, 29 maja 2011

Wyobraźcie sobie....- Teatr Słowackiego, Kraków

Wyobraźcie sobie spektakl z jednym aktorem na scenie....Znaczy monodram - prawdziwy test aktorstwa, nie tylko chyba moim zdaniem:) A jeszcze wyobraźcie sobie, że ten aktor występuje na prawie pustej scenie, bez specjalnych dekoracji i masy rekwizytów, a odgrywa nie jakąś jedną całość, ale sceny z różnych sztuk, przechodząc co chwilę z jednego wcielenia w kolejne, z postaci w postać (a nawet odgrywa kilka naraz:P) Oto właśnie mistrzowski, szekspirowski monodram Andrzeja Seweryna. Popis wielkiego Aktorstwa (przez duże A), udowadniający, że najważniejszy w spektaklu jest (a przynajmniej powinien być) po prostu sam aktor, który mocą swego talentu i warsztatu potrafi stworzyć widzowi na scenie cały świat. Oczywiście pytanie, ilu aktorów jest w stanie sprostać takiemu wyzwaniu? Pewnie niewielu...Co tylko świadczy, że pewnie niewielu można tak naprawdę nazwać aktorami 'z prawdziwego zdarzenia', artystami, kreatorami (a nie tylko gwiazdami:P). A Andrzej Seweryn niewątpliwie jest Artystą. I zamiast próbować sobie to wyobrazić najlepiej po prostu samemu ten spektakl zobaczyć.


niedziela, 22 maja 2011

Kariera poza granicami ojczystego stanu

U indyjskich aktorek nic niezwykłego, od dawna są bardzo mobilne w tym zakresie. U aktorów to zupełnie inna sprawa, bo jednak oni zwykle są związani ze swym ojczystym stanem i nawet jeśli próbują robić karierę i poza nim, to raczej jako dodatek do grania w rodzimej kinematografii, nie zamiast. Choćby Kamal - grał wszędzie (w telugu, molly, kannada czy bolly) i nawet ze sporymi sukcesami, ale jest jednak przede wszystkim aktorem tamilskim, prawda? Tym ciekawsze są te nieliczne przypadki aktorów, którzy robią 'główną' karierę w stanie, z którego nie pochodzą:) 
 
Najbardziej spektakularny przykład to oczywiście Rajini - urodzony w Karnatace (w maharasztrańskiej rodzinie), a zrobił karierę wszak w Tamilnadu, czyli w kinie tamilskim (choć na początku grywał też trochę i w filmach kannada, ale to nie one przyniosły mu sławę megastara). Oczywiście były to czasy, gdy to prawie całe południe kręciło jeszcze w Ćennaju.
 
Z Karnataki pochodzi także Srikanth, Kannadyjczyk, który zrobił karierę w kinie telugu. On chyba nawet nie ma na koncie filmu kannada.
Z kolei Vishal to Telug - i to z rodziny filmowej (producentów)- ale gra w kinie tamilskim (czyżby z powodu tego, że - w związku z interesami - jego rodzina osiadła w Ćennaju?) i nie ma jak na razie na koncie żadnego filmu stricte telugu.
 Jeeva (vel Jiiva) to też Telug i też syn producenta. I choć jego ojciec wyprodukował  prócz tamilskich także sporo filmów telugu (np. z Nagiem, Venkym czy Pawanem) Jiiva gra już od dziecka wyłącznie w kinie tamilskim.
Kolejny Telug robiący karierę w kinie tamilskim, tym razem syn reżysera,  to Aadhi. On próbował najpierw w rodzimej kinematografii (pod swym prawdziwym nazwiskiem - czyli Sai Pradeep Pinisetty), ale jego debiut zrobił klapę. W kinie tamilskim poszło mu znacznie lepiej - nie jest na razie może głośną gwiazdą, ale jego filmy i role są bardzo dobrze oceniane:)


Arya to Keralczyk, który trafił do kina tamilskiego, a nie mallu pewnie i dlatego, że kończył szkołę i potem podjął pracę w Ćennaju. W każdym razie - jeśli nie liczyć niedawnego camea w Urumi - na razie nie ma jeszcze na koncie roli w mollywoodzie (choć się od jakiegoś już czasu przymierza do 'rodzimego' debiutu:))
Znany chyba głównie z Anjathey Ajmal Ameer to także pracujący w kinie tamilskim Keralczyk i też jak dotąd nie nakręcił nic w kinie mallu.

Wygląda znaczy, że TN jest najbardziej gościnnym dla aktorów stanem^^

środa, 18 maja 2011

My hero:D

Przybywa w blasku zachodzącego słońca:
 

Książę na czarnym rumaku:

W bogato zdobionym stroju, obwieszony biżuterią i z nagim mieczem w dłoni:P


















Ale maczetę w zanadrzu też chyba posiada^^ I stosownego wąsa:D 

Ratuje niewiasty oczywiście (które omdlewają z wrażenia:D)

Bo też ma i stajla:

A nawet i tatuaż oraz afro^^

No i motor oczywiście:D
 
 

Ale i ciągnikiem też jeździć umie:

Bywa mokry i giętki:

I potrafi się wcielić nawet w Robota^^
 

No i jak mogłabym się nie zachwycić?:D

wtorek, 10 maja 2011

Maro Charitra (1978) - klasyczna love story

Ten film to dobry przykład jak niewiele może  czasem powiedzieć o filmie proste określenie go nazwą danej kinematografii. Bo film telugu (czyli taki producent i w większości chyba język), ale reżyser tamilski (Balachander), główny aktor tamilski (Kamal) i klimat filmu też taki bardziej tamilski chyba. *że sobie trochę poszufladkuję*  Główna aktorka (debiutująca tu Sarita)  też z południa i chyba nawet samodubbingująca się (zważywszy, że potem dubbingowała też inne aktorki), a dzisiejszym widzom znana pewnie najlepiej z roli żony Prakasha w Arjunie:D Ale do rzeczy. Maro Charitra to taka klasyczna love story, w której on i ona zakochują się w sobie, ale nie mogą być razem. Przeszkodami bywa rodzina albo śmiertelna choroba (plus jeszcze czasem los) - tu akurat  najbardziej to pierwsze. Bo dzielą ich różnice kastowe. Czy uda im się zawalczyć o swoje uczucie?
Film był naprawdę wielkim hitem (podobnie jak i jego remake bolly) i do dziś chyba nie ma szans na zestawienie filmów o miłości (czy nawet ogólnie 'naj' kina telugu) bez tego tytułu. Przyznam, że osobiście nie jestem fanką tego gatunku i wiele takich klasycznych love stories mnie specjalnie nie 'rusza'. Maro Charitra  też tego specjalnie nie dokonała. Znaczy może parę momentów, ale nie jako całość. To nie znaczy, że mam jakieś wielkie zarzuty do samego filmu jako takiego. Dobrze mieści w specyfice gatunku, jest dobrze zagrany, ładnie oprawiony muzycznie, z klimatycznymi czarno-białymi zdjęciami. Tylko po prostu do mnie nie trafił, znaczy nie przejmowałam się bardzo losami owej pary, nie kibicowałam jej aż tak...No, może poza końcówką. I tu, bez oglądania zeszłorocznego współczesnego remaku telugu tej historii, wiem, że zmianą zakończenia sami 'strzelili sobie w stopę'.
Na zachętę muzyczną dwa klipy:) Po pierwsze Kamal ćwiczący taniec klasyczny:


I po drugie słynna piosenka 'w windzie', tekst której składa się głównie z tytułów filmów:) (podobnie jest i w wersji hindi, tylko, że tam kojarzę więcej z tych tytułów). Ale za to kojarzyłam wszystkie tytuły, o których wspominano w dialogach:)


Ps. O, zapomniałabym: rozbroił mnie wiecznie kichający adorator bohaterki i Kamal popisujący się  znajomością różnych dialektów telugu:)

czwartek, 5 maja 2011

Tamilskie 'Narthaki'

Problemy 'trzeciej płci' i taniec klasyczny - fascynujące połączenie:)


Napisanej przez GV Prakasha muzyki do tego filmu można posłuchać tu.
Narthaki jeszcze nie trafiło do kin, a już planuje się jego remaki we wszystkich okolicznych kinematografiach:) Oczywiście będzie też jeździł po różnych festiwalach.
Ja mam nadzieję, że doczekam też porządnego (czytaj  z napisami) wydania na dvd (bo to różnie bywa niestety...).
I, jakby ktoś chciał wiedzieć więcej,  to wywiad z reżyserką filmu.

wtorek, 3 maja 2011

Mane (1991) - kino paralell z Karnataki

Kim dla nurtu paralell w kinie hindi jest Shyam Benegal (pisze  sie o nim jako o 'ojcu' tego kina) tym dla tegoż nurtu w kinie kannada jest Girish Kasaravalli. Ten reżyser filmowy, także z wykształcenia (absolwent słynnego indyjskiego FTII), ma na koncie 4 National Awards dla najlepszego filmu roku (ogólnie, nie że tylko kannada - takich ma jeszcze dodatkowo dwie:D), który debiutował w 1977 roku (i za Ghatashraddhę zdobył pierwszego Nationala) twierdzi, że inspirują go tacy twórcy jak Kurosawa, S.Ray, Fellini,Antonioni czy Ozu (ze szczególnym uwzględnieniem tego ostatniego).
W sumie najbardziej ciekawa  to byłabym jego ostatnich filmów: Gulabi Talkies czy Kanasemba Kudureyaner, o których czytałam już w miarę na 'bieżąco' (jak zdobywały różne nagrody), no i jeszcze Dweepy (to ze względu na udział Soundaryi), ale problem polega na tym, że z filmami kannada jest  naprawdę ciężko, a już tymi bardziej 'artystycznymi' w ogóle.  (o podpisanych wersjach to już nie wspominając...) Zatem 'jak się nie ma, co się lubi, to się lubi co się ma': w zanabytym jakiś czas temu pakiecie 'artystycznego kina regionalnego' znalazło się akurat Mane, więc postanowiłam zapoznać się z Girishem przez ten film. A dodatkowo zachęcił mnie udział Nasseruddina Shaha.

Mane to historia młodej pary, która - chcąc zdobyć więcej swobody i niezależności od rodziny - przeprowadza się ze wsi do miasta. Jednak tytułowe mieszkanie okazuje się bardziej przeszkadzać niż pomagać w zmianie na lepsze. Film jest podobno dość nietypowy jak na Kasavaralliego, charakteryzuje się bowiem dość specyficznym użyciem dźwięku, który to symbolizować ma  'zakłócenia' wewnątrz samego związku. Mnie to chyba trochę przerosło i może następnym razem jednak uda mi się zdobyć coś  'zwyklejszego':P
Z ciekawostek warto jeszcze dodać, że Nasseruddinowi partneruje Deepti Naval, także aktorka hindi (i głównie kina paralell - a prywatnie żona reżysera, Prakasha Jhii), która talentem porównywana bywa do Shabany Azmi czy Smity Patil, choć nigdy nie zdobyła takiej sławy jak one. I niewątpliwie jest godną parą dla Nassera:)