poniedziałek, 16 lutego 2015

Indrani (1958) - kochać to patrzeć razem w tym samym kierunku

Zapowiedziałam w poprzednim poście 'zwieńczenie Uttamowo-Suchitrowej trylogii', tymczasem oto kolejny z rzędu post poświęcony tej parze:P Wiem, że tetralogia to tak już nie bardzo brzmi, ale skusiłam się na Walentynki z Uttamem i Suchitrą a jeden z filmów okazał się tak interesujący, że grzech byłoby o nim nie napisać:)  Takiej bohaterki - wykształconej i niezależnej - jaką pokazuje ten film sprzed prawie 60 lat, mogłoby bowiem pozazdrościć wiele współczesnych produkcji z Indii.
Tytułowa Indrani pochodzi z niezbyt bogatej rodziny (i wychowuje ją samotnie ojciec), ale jest świetną uczennicą. Gdy wyjeżdża na studia do Kalkuty, zaprzyjaźnia się z Jayanti, a potem poznaje jej starszego brata, Sundarana. Młodzi 'wpadają sobie w oko' i od razu wychodzi niezależność bohaterki: to ona bowiem proponuje chłopakowi, żeby się pobrali (fakt, że jego sytuacji nie ułatwia, iż mimo świetnego dyplomu, od 2 lat nie może znaleźć pracy) i skutecznie rozwiewa jego obawy, z czego się utrzymają. Potem jedzie sama do swego ojca, żeby go poinformować (poinformować, niekonieczne prosić o zgodę:P), że się zakochała i zamierza poślubić swego wybranka (a na obiekcje ojca względem pochodzenia chłopaka - 'jaki kapłan da Wam ślub'? - błyskawicznie odpowiada: 'weźmiemy tylko 'rejestrowany':D). Tak, ta dziewczyna zdecydowanie wie, czego chce. Ale mieszkanie kątem u teściów za przyjemne nie jest, zatem intratna i prestiżowa propozycja pracy (dyrektorki szkoły, na dodatek z 'mieszkaniem służbowym') dla Indrani zdaje się być zbawieniem. Jednak sytuacja, w której to ona go utrzymuje (a co gorsze, z czasem coraz bardziej daje mu odczuć, kto 'w tym domu rządzi' i ustala zasady) nie sprzyja utrzymaniu szczęśliwego związku. Coraz bardziej sfrustrowany sytuacją Sundaran znosi i tak dużo (już dokonany przez Indrani podział pokoju na jej i jego część i określenie zasad dostępu jednej osoby do części drugiej powinien wywołać poważną reakcję), w końcu jednak (przy zarzucie podważania jej 'dyrektorskiego  'prestiżu') przelewa się czara goryczy... To nie jest jednak film o tym, jakim złem jest niezależna kobieta. Nie jest to także (choć przez pewien czas może to tak wyglądać:D) film z socjalistycznym przesłaniem, że to materializm jest źródłem wszelkich problemów. Ostatecznie - przynajmniej moim zdaniem - Indrani opowiada bowiem o tym, że żeby zbudować udany związek musi być on tworzony wspólnie, przez dwójkę równoprawnych, mających własne zdanie i liczących się ze sobą partnerów. Takim partnerem nie jest ani nadmiernie dominująca Indrani, ani zbyt uległy i pozbawiony poczucia własnej wartości Sundaran i w obojgu muszą dokonać się zmiany. Tak by byli w stanie budować coś razem. Pochwała opartego na partnerstwie związku w filmie z lat 50? Ha! A na dodatek w kasowym wówczas filmie:) Na pewno do jego sukcesu przyczyniła się i wiadoma para w rolach głównych i przepiękna muzyka (naprawdę, prawie wszystkich piosenek chce się słuchać i słuchać ponownie, więc nie jestem w stanie wybrać i tu zaprezentować po prostu jednej), ale jednak to nie jest tak, że znane, lubiane twarze i chwytliwe piosenki starczą, żeby zrobić z każdego niezupełnie rozrywkowego fabularnie filmu kasowy hit (na co jest wiele starszych i nowszych przykładów).  No i jak miło zobaczyć w starym indyjskim filmie taką deklarację 'płciową' dumnego ojca :)
Film w częściach na YT (z ang napisami)

1 komentarz: