czwartek, 6 lutego 2014

Neelakuyil (1954) - kasta czy człowiek, czyli kwestia niedotykalności w pierwszym keralskim zdobywcy Nationala

Film ważny w historii kina malajalamskiego z paru powodów. Pomijając, iż porusza ważny problem społeczny i jest pierwszym filmem tej kinematografii, który - przez zdobycie Nationala (i zdaje się udział w jakichś festiwalach) - stał się znany i doceniony także poza granicami stanu, był także pierwszym 'natywnym' obrazem mallu, znaczy osadzonym w keralskich realiach i kulturze. Wcześniej podobno filmy malajalamskie kręcili bowiem głównie tamilscy reżyserzy, wg 'tamilskich wzorców', a i piosenki były inspirowane tymi tamilskimi i hindi. 'Neelakuyil' to natomiast, kręcona głównie w plenerach rolniczej Kerali, adaptacja keralskiej powieści, okraszona inspirowaną miejscowym folklorem muzyką. Fabuła stanowi połączenie melodramatu z owymże wątkiem społecznym. W zwyczajnej małej wiosce rozkwita romans między niedotykalną wieśniaczką Neeli a pochodzącym z wysokiej kasty nauczycielem Sreedharanem Nairem. Efektem romansu staje się ciąża, ale Sreedharan, choć deklaruje uczucie do Neeli, nie ma odwagi jej poślubić (wiadomo mezalians, boi się ostracyzmu społecznego itp), co doprowadza zdesperowaną dziewczynę do dramatycznej decyzji... Pierwsza część filmu to głównie rozwój romansu owej pary (z lekkim dodatkiem obrazu życia wsi), co szczerze mówiąc trochę mnie nudziło - zwłaszcza, iż przerywane było co chwilę kolejną piosenką, o taką np, albo taką (w oderwaniu od seansu mi się podobają, ale w trakcie oglądania całości byłam przede wszystkim coraz bardziej zirytowana, że w sumie nic się nie dzieje), ciekawiej moim zdaniem robi się dopiero od połowy -  właśnie po owej dramatycznej decyzji bohaterki i po wkroczeniu 'do akcji' wiejskiego listonosza, który to jest nośnikiem owego społecznego przesłania (że to człowiek, nie kasta ma - czy raczej winno mieć - znaczenie) i moją ulubioną postacią filmu. Notabene gra go sam reżyser (znaczy jeden z reżyserów) i... miejscami wizualnie kojarzył mi się on z Johnnym Walkerem (choć Walker, o ile mi wiadomo, nigdy nie zagrał takiej ciekawej, wzruszającej w sumie roli).
A skoro już jestem przy aktorach: główną parę grają Sathyan (znany choćby z roli męża w Chemmenie) i Miss Kumari. Dla obojga był to ważny przełom w karierze. On był potem przez lata jedną z większych gwiazd kina molly, ona niestety krócej - nie dlatego, że wyszła za mąż i przestała grać, ale dlatego, iż nieszczęśliwe małżeństwo sprawiło, iż jako trzydziestokilkulatka popełniła samobójstwo. Mało szczęśliwy był też los innej aktorki, grającej tu ważną rolę: Prema to jak się okazuje matka znanej np. z Mullum Mallarum młodziutkiej, zdolnej Shobhy. Po jej, niewyjaśnionej do dziś do końca, śmierci matka załamała się i zmarła niedługo potem.  
Neelakuyil to film, który może dziś aż tak nie zachwyca (przynajmniej mnie nie, choć zdecydowanie ma ciekawe momenty, no i przesłanie w sumie aktualne do dziś..), ale, choćby z wymienionych przeze mnie na wstępie względów, warto go znać.  A jest dostępny na YT.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz