piątek, 20 kwietnia 2012

Off Plus Camera 2012

Moja trzecia z rzędu wizyta na tym festiwalu (chyba się już przyzwyczaiłam;D) miała podobny wymiar i intensywność jak zeszłoroczna, znaczy byłam przez 3 dni i obejrzałam 7 filmów (oraz zaliczyłam 4 spotkania z twórcami), czyli bez szaleństw (a może nawet z małym poczuciem niedosytu - ale chyba lepsze to, niż kryzys nadmiaru jak za pierwszym razem:P)

Zaczęłam od małego akcentu indyjskiego - dokumentalnego 'Pink Saris', opowiadajacego o działalności Gulabi Gang - założonej przez Sampat Pal organizacji kobiet w różowych sari. Sampat, która sama przeszła niemało (wydana za mąż jako dziecko, upokarzana i bita przez rodzinę męża, w końcu od nich uciekła...) stara teraz pomagać innym kobietom (a raczej dziewczynom), będącym w podobnie trudnej sytuacji. Można chyba powiedzieć, że próbuje działać jako ktoś w rodzaju mediatora... A każdy, kto ma jakieś pojęcie o sytuacji w Indiach, zapewne domyśla się, iż łatwe to nie jest...Film znalazł się w sekcji Women make movies, ale równie dobrze można by rzec samo 'Woman movie' (jakaż ładna errata do mojego niedawnego cyklu 'kina kobiecego':))
O silnej (choć filigranowej) kobiecie opowiada też najnowszy film Luca Bessona 'The lady'. Reżyser pokazał losy birmańskiej działaczki politycznej, laureatki Pokojowej Nagrody Nobla - Aung San Suu Kyi, bardziej od takiej psychologicznej strony. Jak bowiem mówił on na poseansowym (absolutnie fantastycznym!) spotkaniu, chciał w swym filmie przedstawić nie tyle pewne wydarzenia, mechanizmy organizacji 'ruchu oporu' (o których każdy chętny może sobie sam poczytać), ale raczej pokazać portret osoby (albo raczej osób) - niby zwykłych, a przecież  tak niezwykłych (takich herbertowsko 'wiernych sobie', swym wartościom - pomimo ceny). Osób, bo w moim odbiorze równie ważnym bohaterem jak Aung jest grany przez Davida Thewlisa (tez był na festiwalu i miałam okazję uczestniczyć w spotkaniu z nim) jej mąż ('najbardziej wyrozumiały i wspierający na świecie':)).

Z pokazów specjalnych byłam jeszcze na 'Terrim'- nowym (drugim) filmie laureata pierwszej Off Camery:)   Tytułowy Terri to otyły nastolatek, który - jak pewnie nietrudno się domyślić, nie ma w związku z tym lekko (zwłaszcza jeśli chodzi o kontakty z rówieśnikami). Mnie w tej opowieści o inności, tolerancji i dorastaniu (w sumie temat raczej dość 'zgrany') najbardziej urzekła jednak interesująca relacja bohatera z dyrektorem szkoły (a może bardziej sama postać owego dyrektora?). Bo jako całość film średni.

Największym rozczarowaniem festiwalu był dla mnie kolejny seans - Szekspir by Ralph Fiennes, czyli 'Coriolanus'. Aktorzy świetni, ale co z tego, skoro pozostałam w dużej mierze obojętna wobec całości... Może w końcu powinnam się oduczyć 'rzucania się' na wszelkie szekspirowskie adaptacje (vide i zeszłoroczne festiwalowe doświadczenia z Burzą Taymor), zwłaszcza te uwspółcześniane, bo jednak klasyczny szekspirowski język w zestawieniu z w miarę bliskimi nam czasami 'kupiłam' chyba tylko w Romeo i Julii Lurhmana.

 Ale nie samym  anglojęzycznym kinem żyje człowiek (a przynajmniej ja:D), a sekcja kina izraelskiego aż się prosiła o chociaż 'liźnięcie':) Wybrałam więc dwa filmy. Nominowane do Oscara Footnote to historia ojca i syna, którzy zajmują się pracą naukową w podobnej sferze (badania nad Talmudem), ale mając do tego zupełnie różne podejście. Bardziej nowoczesny (i 'luzacki') syn odnosi znacznie większe sukcesy, co trudno 'przełknąć' ojcu - zwolennikowi bardziej konserwatywnej szkoły. A pewnego dnia zdarzy się pewna pomyłka, która wystawi ich już i tak trudne relacje na jeszcze poważniejszą próbę.
Drugi film, Konserwator, to także historia rodzinna i jej centralnym punktem także jest starzejący się mężczyzna (renowator antyków), który nie bardzo potrafi znaleźć wspólny język ze swoim synem (a ten z kolei nie bardzo rozumie pasji swego ojca...). Wydaje się, iż ojcu łatwiej porozumieć się z młodym pracownikiem swego zakładu, który staje się jakby jego 'przybranym synem'. Ale sytuacja zacznie się jeszcze bardziej komplikować...
Pewnie dwa filmy to za mało, żeby wydawać jakąś opinię o danej kinematografii (może widziałam i wcześniej parę filmów izraelskich, ale w tej chwili kojarzę tylko jeden - z IPLEX-owego przeglądu LGTB, też ciekawy), ale taka 'próbka' niewątpliwie zachęciła mnie do sięgnięcia po więcej. Bo jest w tym kinie coś takiego 'ludzkiego', mądrego, a jednocześnie ciepłego:)

Na koniec chyba mój kinematograficzny debiut (bo wątpię, żebym wcześniej widziała film filipiński:D), czyli 'The woman in the septic tank'. Odjechany film o ... realizacji film niezależnego (temat jak w sam raz na taki festiwal,nie?^^), na którym świetnie się bawiłam (wyśmiewaja sporo rzeczy ze światka filmowego, choćby takie trzy sposoby gry aktorskiej - cudo!:D fragment opowiedziany w konwencji 'musicalowej'- czad!!  no i dopiero w trakcie seansu douczyłam się, co to w sumie jest ów septic tank - cudna to scena:D) 
Paru interesujących rzeczy oczywiście nie udało mi się zobaczyć (ale czy tak nie jest zawsze?), a pogoda była głownie do kitu, ale i tak było fajnie i pewnie wrócę na Camerę znów za rok:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz