sobota, 16 sierpnia 2014

Best Actor (2010), czyli jak Mamut chciał zostać aktorem

Żeby nie było, że podobają mi się (i uważam za godne opisania:P) tylko same poważne filmy 'przedruk' notki o dość odjechanym mallu z Mammoottym ;)
Spodziewałam się lekkiej zabawy kinem i w sumie to dostałam (no, może nie tak do końca).
Podobnie jak przy 'Neninthe' czy 'Twenty 20' nie mogłam oderwać się już od samej czołówki - będącej mixem znanych filmowych scen, postaci i melodii (znanych znaczy zapewne Keralczykom, ja niestety rozpoznałam bardzo niewiele, ale i tak trudno mi się było od tego oderwać i było to replayowane:D)

A potem.. potem mamy hirołsowsko-rycerskie wejście Mamuta - które okazuje się jedynie jego fantazją^^ Bo tak naprawdę bohater filmu, Mohan, jest zwykłym nauczycielem, który marzy o karierze w filmie. Jak mówi bowiem - przekonywany przez Lala Josego (grającego siebie, bo Mamutowy bohater się wprasza do jego domu podobnie jak Sreenivasan w 'Nadodikattu' do Sasiego. I jeszcze każe się zaanonsować jako Mohan-lal^^), że przecież ma dobry zawód i po co mu to całe aktorstwo - dobrze jest zajmować się czymś, co się lubi (a on uczenia nie lubi). I w sumie trudno mu nie przyznać racji. Tylko czy każde marzenie ma szansę się spełnić i czy przy staraniach o jego realizację nie można 'zgubić' czegoś innego? Bo przecież Mohan, prócz niezłej pracy, ma też kochającą żonę i syna, którzy owszem, wspierają go w jego marzeniach, ale sytuacja trochę się zmienia, gdy to - upokorzony pewnym aktorskim niepowodzeniem - Mohan trafia do offowych filmowców, którzy tłumaczą mu ideę 'aktorstwa opartego na metodzie' (na przykładzie Vivka u RGV zresztą:D) i bohater postanawia wyprowadzić się z domu i zamieszkać na ulicy, by nabrać stosownych 'manieryzmów' do przyszłej roli.. Owszem, z jednej strony te jego usilne starania są zabawne (ach, jak on wkracza do fryzjera zrobić sobie fryza na Vikrama^^), ale z drugiej nie tak do końca...
u offowych filmowców:D
a tu - jak widać - się robi fryz na Vikrama^^
Chociaż szczerze mówiąc moim zdaniem to reżyserowi lepiej wyszła jednak ta pierwsza część, bardziej komediowo-dramatyczna (ale w takim ciepłym stylu), niż druga, pokazująca już bardziej konsekwencje owego kroku bohatera (ze scenami akcji włącznie). Niemniej ogólnie bawiłam się w sumie dobrze, jest trochę scen - perełek i sporo 'smaczków' (część wspominana wyżej, ale na pewno o czymś jeszcze zapomniałam), przez większość filmu zastanawiałam się jaki będzie ostatecznie jego wydźwięk (znaczy czy będzie 'wspierał' takie dążenie do realizacji marzeń, czy niekoniecznie), jest świetny Mamut (bardzo lubię jego komediowe wcielenia!) i fajny drugi plan (choć może nie całkiem 'wykorzystany'), także spokojnie mogę fanom molly, Mamuta czy 'zabaw kinem' polecić:) Zresztą najlepiej zobaczyć w zwiastunie,czy taki klimat komuś odpowiada:
 A, i jeszcze wstyd, że nie rozpoznałam Renjitha ani Blessy'ego w cameach (a Lala Josego pewnie tylko dlatego, że go przedstawili...) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz