poniedziałek, 25 lipca 2011

Weekend specjalny z Uttamem

Właśnie mija 31 rocznica śmierci największego,  uwielbianego do dziś gwiazdora kina bengalskiego.W ciągu ponad trzech dekad swej kariery Uttam Kumar zagrał w ponad 200 filmach. Poza tym także produkował, reżyserował, komponował i śpiewał. Najbardziej popularny był jego wizerunek amanta, ale  - wybierając filmy do tego miniprzeglądu dość metodycznie - starałam się uwzględnić maksymalnie szeroki wachlarz jego ekranowych wcieleń. Chyba mi się udało:) Kolejność filmów chronologiczna (bo i tak je oglądałam:)).

Marutirtha Hinglaj (1959)
Adaptacja słynnej powieści pod tym samym tytułem to opowieść o pielgrzymce grupy ludzi do Hinglaj, świętego miejsca znajdującego się na terenie dzisiejszego Pakistanu. Akcja toczy się w latach 40, gdy to taka pielgrzymka odbywała się pieszo, przez pustynię i była prawdziwym wyzwaniem. Wśród wędrujących są Thirumal i Kunti - para kochanków, których uczucie jest zakazane. I happy endu tego związku nie będzie...Całość jest dość ciężka i film jako taki bardzo mnie nie urzekł, ale Uttam - który przez większość filmu jest w mojej ulubionej (co stwierdziłam już po Saptapati) wersji 'wymiętej' i z szaleństwem w oku - podobał mi się bardzo. Muzyczne 'wstawki' to przede wszystkim zaś pieśni o charakterze modlitewnym:

Jhinder Bondi (1961)
Bengalska wersja Więźnia Zendy, czyli widowisko kostiumowe, w którym Uttam gra podwójną rolę porwanego przyszłego władcy i wynajętego do jego udawania sobowtóra. Oczywiście jest intryga, przepych zamkowych komnat, szpady, ale i niespodziewane uczucie...Znów, może nie całkiem moje gatunkowe klimaty (choć oglądało się dość przyjemnie), ale wcielenia Uttama (w sumie 3) przeciekawe, szkoda, że wersja z wąsikiem w stylu Erolla Flyna, do której zapałałam największą sympatią należała do tego, który zaraz potem zaczął udawać drugiego, bezwąsego (więc i wąsik zniknął:(). Na pociechę dostałam 'wymiętą' wersję uwięzioną:P

A prócz Uttama jeszcze świetny zły Soumitra Chatterjee i coraz bardziej fascynująca mnie Arundhati Devi (ech, ten czar i  klasa ongisiejszych aktorek) w roli przyszłej królowej.


Jatugriha (1964)
Kameralna psychodrama, o parze, którą wszyscy wokół uważają za idealne małżeństwo, ale oni - choć pobrali się z miłości i nie ma mowy o jakiś wielkich konfliktach, awanturach czy zdradzie - żyją coraz bardziej obok siebie zamiast ze sobą i w końcu decydują się rozstać...Zwyczajny film o zwyczajnym życiu. Bez zbędnych ozdobników i bez łatwych rozwiązań, bo nic tu nie jest proste, a jednocześnie wszystko takie realistyczne i życiowe...Z prawdziwymi emocjami, frustracjami i obawami świetnie oddanymi przez Uttama (na koniec i w rogowych okularach, ach!) i Arundhati, na których spoczywał tu w sumie cały ciężar filmu. Bardzo mi się podobało:)


 Antony Firinge (1967)
Tytułowy bohater to postać prawdziwa. Syn Portugalczyka i Induski, który - zamiast oprzeć się bardziej na europejskim (znaczy wyższym:P) pochodzeniu ojca  - zafascynował się lokalną bengalską kulturą i stał się słynnym poetą i pieśniarzem. A poza tym zakochał się w dziewczynie z przeszłością, wdowie i kurtyzanie i nie było to także łatwe (dobrze społecznie widziane) uczucie. Zatem film biograficzny. I rzekłabym dość bengalski w klimacie (spokojnie można by go wziąć np. za adaptację kolejnej powieści Chattopadhyay'ego - znaczy tego od Devdasa). Skusiłam się na niego przede wszystkim ze względu na Nationalową rolę Uttama i prawdę mówiąc przez większość filmu właśnie jemu przyglądałam. Głównie dlatego, że - choć widziałam już przecież różne jego filmowe wcielenia - wydał mi się kompletnie do siebie niepodobny:P (znaczy to było takie: "czy to na pewno on?^^). Całość jednak dość męcząca i specjalnie nie polecam - na pewno nie bez stosownego nastawienia:) I jak na dotychczas oglądane bengalskie rzeczy to sporo w tym filmie muzyki - w sumie trudno się dziwić skoro bohaterami są poeta (śpiewający swe utwory) i kurtyzana, znaczy to część ich pracy. Mała próbka specyfiki tej muzyki:




Nabarag (1971)
W przeglądzie nie mogło zabraknąć filmu z duetem Uttama i Suchitry Sen (byli wszak słynną 'złotą parą' kina bengalskiego). Nabarag to historia małżeństwa prostej wiejskiej dziewczyny  (która musiała się przenieść do Kalkuty po podziale Indii) z dobrze sytuowanym biznesmenem. Reena nie może się odnaleźć w tym nowym dla niej świecie, w roli 'pokazowej żony' u boku męża, który kieruje się obcymi dla niej twardymi 'biznesowymi' zasadami. A co gorsze, ich syn pod wpływem ojca wyrasta już na małego kapitalistę i snoba.. Po raz kolejny stwierdzam z zachwytem, że Suchitra to prawdziwa diwa ekranu. I po raz pierwszy chyba miałam ochotę przyłożyć po głowie Uttamowi, znaczy granemu przez niego bohaterowi:P (choć w garniturach wyglądał świetnie). Całość niezła, choć bez zachwytów. I próbka klimatowo-muzyczna:




Reasumując: Uttam interesującym aktorem jest (był), a stare kino bengalskie ma swój klimat, więc chętnie je jeszcze kiedyś pozgłębiam (nie tylko to Uttamowe:) choć mam poczucie, że jego filmografię na razie wciąż tylko 'liznęłam'...)- materiału na YT jest naprawdę sporo:)
I chcę taką kartkę ze znaczkiem,o!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz