piątek, 24 lutego 2012

Mee Sindhutai Sapkal (2010) - 'Bóg nie mógł być wszędzie, więc stworzył matkę'


Tytułowa Sindhutai Sapkal to postać prawdziwa. Nazywana bywa Matką Sierot czy Matką Teresą z Maharasztry. Oparty na napisanej przez nią biografii film Anantha Mahadevana (tego, co mi tak niedawno 'podpadł' Red Alertem:P)  opowiada - jak się pewnie nietrudno zatem domyślić - historię jej życia. Ujętą w formie wspomnień podróżującej po raz pierwszy samolotem (do Stanów, na pewną konferencję) starszej już bohaterki. Jak doszło do tego, że pochodząca z biednej rodziny Chindi, która marzyła o nauce, ale została wcześnie (i mało szczęśliwie) wydana za mąż stała się ostatecznie Sindhutai Sapkal - kobietą, która potrafiła zapewnić dach nad głową i lepszą przyszłość wielu sierotom? Jak maltretowana, a w końcu wyrzucona przez męża z domu w 9 miesiącu ciąży (za sprawą pewnych plot zaczął powątpiewać w swe ojcostwo, swoją drogą scena porodu w stajni to jedna z robiących największe wrażenie w filmie) kobieta znalazła w sobie tyle siły, by 'powstać' i jeszcze pomagać innym? A może właśnie dlatego? Gdy po latach spotka znów męża, podziękuje mu, stwierdzając, że paradoksalnie właśnie to wyrzucenie z domu otwarło jej 'drogę do szerokiego świata'.. Ale czy mu wybaczy?

Prawdziwa Sindhutai na premierze audio
Postać głównej bohaterki odgrywana jest aż przez trzy aktorki: małą Chindi gra Pranjal Shetye, starszą już Sindhutai - Jyoti Chandekar, natomiast  przez większość ekranowego czasu widzimy w tej roli - świetną - Tejaswini Pandit (która gra 'środkową' wiekowo postać). Dopiero po seansie, sprawdzając obsadę na Wiki, dotarło do mnie natomiast, iż jej okrutnego męża  zagrał - znany mi wszak z Jogwy - Upendra Limaye. Ciekawe, czy gdybym rozpoznała go wcześniej obdarzyłabym jego bohatera równie silna antypatią?:P (w końcu po tamtym filmie mam sporo sympatii do tego aktora). Film zrealizowany jest dość prosto, co ułatwia wczucie się w pokazane realia zwyczajnego życia (za co ogólnie bardzo cenię kino marathi).
Problemem różnych filmowych biografii bywa chyba zbytnio 'hagiograficzne' podejście do bohatera. Mee Sindhutai Sapkal też nie jest od tego zupełnie wolne, niemniej z pewnością ten portret 'zwykłej-niezwykłej' kobiety zasługuje na uwagę (choćby tylko ze względu na jakże fascynującą scenę, gdy to bohaterka publicznie, ze sceny, oświadcza, iż modli się tylko do Krishny, a nie do Ramy - bo przecież ktoś, kto potraktował tak własną żonę nie może być bogiem!).

Na koniec trailer filmu (który, dodam jeszcze, zdobył trzy National Awards: za scenariusz, dla playback singera i specjalną nagrodę jury) - z angielskimi napisami:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz