piątek, 25 kwietnia 2014

'Maati Maay' (2006) - kobieta wyklęta...


Chandi to ktoś w rodzaju miejscowej 'wiedźmy'. Wszyscy omijają ją z daleka i określają jako ghula, czyli złego ducha, który może zrobić krzywdę. Dzieci równocześnie boją się jej i wyśmiewają ją. Tylko jeden chłopiec, Bhagirath, uważa inaczej (nie traktując np. jako niedorzeczny pomysłu, że Chandi mogłaby mieć dzieci). Pewnego dnia ojciec chłopaka, Narsu, opowiada mu o przeszłości kobiety. Poruszającą historię 'grabarki', którą 'przeznaczenie' (przejęła po ojcu przypisana ich kaście pracę grzebania zmarłych dzieci i doglądania ich grobów) doprowadziło do obecnego stanu 'pół-obłędu'. Bo Chandi miała moment, w którym poczuła, że nie może już dłużej zajmować się tym zajęciem. Że ono źle na nią wpływa, że już 'nie daje rady'. Ale nikt jej wtedy nie zrozumiał, nie pomógł. A potem wszyscy odwrócili się od niej... Ta smutna historia skojarzyła mi się w pewnym momencie z Khamoshi, gdzie bohaterka także - pomimo poczucia, jak bardzo jej zawodowa rola (i związane z nią oczekiwania innych) zaczyna wpływać na jej psychikę, emocje - nie potrafiła, w zdrowym 'mechanizmie obronnym', jej odrzucić (choć tam bohaterka nie próbowała nawet komuś sygnalizować głośno swego problemu). Tu - mimo całego przejmującego dramatu niezrozumienia - przynajmniej finał jest ciut bardziej optymistyczny, bo jest jednak jakiś promyk nadziei na przyszłość (nawet jeśli pewnych rzeczy się już nie odwróci), moment, w którym widz w końcu myśli: 'Brawo!'
To kolejna bardzo dobra kreacja Nandity, która świetnie oddaje zmieniający się stan i emocje swej bohaterki. Niełatwa jest także rola Atula, bo gra postać, która niespecjalnie budzi sympatię swym zachowaniem - przy czym jest to nie tyle jakieś celowe okrucieństwo, co po prostu ignorancja, brak empatii oraz odwagi. Na szczęście znajdzie się w lokalnej społeczności końcu ktoś, kto wykaże te cechy :)
Reżyserka na planie.
Po film sięgnęłam dość przypadkowo - 'buszując' po YT -  i dopiero po seansie dowiedziałam się, że został nakręcony przez kobietę (coś ostatnio trafia mi się tych filmów pań coraz więcej i bardzo mnie to zresztą cieszy, a i przeważnie dobre rzeczy to są). Chitra Palekar pracuje przede wszystkim w marackim teatrze (gra, pisze i reżyseruje), w kinie pojawia się okazjonalnie i najczęściej jako scenarzystka, rzadziej aktorka (debiutowała ponad 30 lat temu w filmie ówczesnego męża, Amola Palekara), a Maati Maay to jej reżyserski debiut. Tym bardziej szkoda, że do tej pory nie nakręciła kolejnego filmu. Jakieś plany znaczy były, ale nic się do tej pory nie zmaterializowało, zresztą w Indiach z finansowaniem kina autorskiego lekko nie jest, a dla Chitry chyba nie jest to absolutnie priorytetowa rzecz, bo przecież ma i swój teatr i od jakiegoś czasu jest mocno zaangażowana we wspieranie ruchu LGBT, zatem ciekawych zajęć jej nie brakuje. Tylko takim widzom jak ja szkoda.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza