czwartek, 21 maja 2015

Dasharatham (1989) - Mohanlal i sztuczne zapłodnienie, czyli czy pijak i związkofob nauczy sie kochać?

Stwierdziłam, iż to skandal, że nie mam żadnej notki o filmie Mohanlala, coby zalinkować ją z okazji jego urodzin, no więc kolejne przypomnienie wątku z forum b.pl ;) 

Nie, to nie jest żaden romans, nie o taką miłość tu chodzi, a Mohanlal nie ma w tym filmie nawet żadnej 'romantycznej partnerki':)
Jego bohater, Rajiv Menon, jest bogaty i nie ma rodziny ani żadnego pomysłu na życie poza włóczeniem się i popijaniem. Niby jakąś tam firmę prowadzi, ale w zasadzie robi to jego zaufany pracownik (którego można nazwać chyba nawet jego przyjacielem, a na pewno dobrze mu życzącym człowiekiem), a Rajiv się tylko czasem tam pojawia (i to nie zawsze trzeźwy...)
Kobietom nie wierzy (potem się wyjaśni czemu) i po prostu wynajmuje je za pieniądze do wszelkich 'usług'. Chyba można by go trochę porównać do Dudleyowego Arthura (czy w wersji indyjskiej Biga w 'Shaarabi') Pewnego dnia los postawi (a w zasadzie położy:P) na drodze Rajiva innego opijusa [pisałam już, że Mohanlal i Nedumudi to jeden z moich ukochanych filmowych duetów?], tyle że nie tak dobrze sytuowanego. Połączy ich specyficzna przyjaźń, a Rajiv zacznie na swój sposób pomagać Scariahowi. W tym zafunduje jego rodzinie (w ramach 'urlopowego wyjazdu', który Scariah był im obiecał, a oczywiście nie miał na to kasy, bo przeca skąd?) tygodniowy pobyt w swojej posiadłości.
Początkowo wydaje się, że dzieci Scariaha rozniosą willę Rajiva (jak to dzieci^^), ale gdy po tygodniu wyjadą Rajiv nagle stwierdza, iż dom zrobił się bardzo pusty i czegoś mu jednak brakuje... Przyzwyczaił się do dziecięcego gwaru:) Postanawia więc, że chciałby mieć dziecko (najlepiej chłopca). Ale żona nie wchodzi w grę:P Jakie więc wyjście? Adopcja? Przyjaciel Dr. Hameed podpowiada mu inne wyjście: jest nowa metoda - można sobie 'wynająć macicę' [!! tak, nic mi się nie pomyliło - takie rzeczy są w kinie molly sprzed 25 lat:P] I wtedy dziecko będzie nawet całkiem 'z jego krwi'. Jako, że Rajivowi kasy nie brakuje, znalezienie chętnej na taki układ kobiety nie powinno być problemem. Chociaż.... to też zależy jaka kobieta im się 'trafi'.
'Dasharatham' to wspólne dzieło dwóch panów, których obeznani trochę w starszym kinie molly powinni znać: Lohithadasa (scenariusz) i Sibiego Malayila (reżyseria). Tak jak wspomniałam, to żaden romans, bardziej dramat familijny (obejrzałam go w ramach świętowania urodzin Mohanlala, ale równie dobrze pasowałby i do Dnia Matki np:D), film o ranach i lękach, ale także o głębokich uczuciach i więzach. Miejscami zabawny, ale i wzruszający, i dający nadzieję (taką terapeutyczną?) Dobrze napisany i świetnie zagrany, a Mohanlal (zwłaszcza w niektórych scenach - jak niezwykłej prośby wobec przyjaciela, czy w końcowej rozmowie) fantastyczny! I - podobnie jak Mammootty - potrafi też grać i samymi rękami^^ [a nawet paznokciami, jak twierdzi Surya, który wspominał, iż mając na początku kariery problem z tym, co zrobić z 'wolnymi'' rękoma, uczył się tego właśnie oglądając Mohanlalowe role. Zapewne właśnie takie, jak tu owa końcowa scena z Sukumari)
Dasharatham to film warty obejrzenia 'z okazji', i bez też ;)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz