wtorek, 25 listopada 2025

Satyakam (1969) - Dharmendra jako idealista kroczący ścieżką prawdy

Kolejny raz dopiero smutne okoliczności zmotywowały mnie do nadrobienia czegoś. Dlaczego nie przerzuciłam tu notki o Satyakam wcześniej? Hmm, uważałam go za zbyt mało znany i niełatwy film? Niemniej teraz to idealny ostatni hołd dla Dharmendry. Szkoda tylko, że w przypadku Anupamy nie mam nawet takiego zaplecza....
 
 
 

Dla mnie Bóg jest Prawdą i Miłością 
Bóg jest Sumieniem
Bóg jest Brakiem lęku

Rozpoczynający się takim oto mottem film Hrishikesha Mukherjee opowiada o wierności prawdzie, o życiu bez kompromisów - niezależnie od ponoszonej ceny.

  

Jest rok 1946. Satyapriya (Dharmendra) i jego przyjaciel Naren (Sanjeev Kumar) kończą właśnie studia inżynierskie i wkraczają w dorosłe życie. Naren ma bardziej praktyczne podejście do życia, natomiast pochodzący z rodziny z tradycjami Satyapriya jest niezdolnym do kompromisów idealistą, który za wszelką cenę stara się kroczyć ścieżką prawdy. Czy z tak radykalnym nastawieniem Satyapriya poradzi sobie w nieidealnym przecież świecie? Jak wpłynie na jego losy spotkanie z będącą nieślubnym dzieckiem (a więc 'nietykalną' ) Ranjaną (Sharmila Tagore)?

Starając się żyć godnie (jak na istotę stworzoną przez Boga na swoje podobieństwo przystało) Satyapriya nie uznaje żadnych półśrodków, żadnych ustępstw, żadnego fałszu. I pewnie większość z nas stara się tak żyć, ale zdarzają nam się czasem pewne drobne 'odstępstwa', jak choćby wykorzystywanie części czasu pracy i na sprawy prywatne, także z wykorzystaniem biurowego sprzętu do pozasłużbowych celów (choćby przeglądanie internetu) czy skłamanie dla czyjegoś dobra itp. Taki jest właśnie Naren, najlepszy przyjaciel Satyapriyi. Który jest jak najbardziej porządnym człowiekiem, jednak zdolnym do pewnych wymaganych okolicznościami elastycznych zachowań. Jak bowiem odpowiada w filmie Ranjana na porównanie Satyapriyi do złota, "nie da się zrobić złotej biżuterii z samego złota, aby uzyskać piękny efekt trzeba zawsze dodać jakiś element 'nieczystości', innego kruszca". Ale dla Satyapriyi takie rzeczy są nie do przyjęcia. Dla niego jest tylko 'białe albo czarne', nie ma szarości. Tylko raz miał moment słabości, gdy myśląc o normach społecznych nie zachował się zgodnie ze swoimi zasadami... i to skończyło się źle dla kogoś, kto prosił go o pomoc. Zaraz potem zrobił więc 'tak jak należy' (co doprowadziło go zresztą do poważnego konfliktu z jego własnym ortodoksyjnym ojcem) i odniosłam wrażenie, że jakby w konsekwencji jeszcze bardziej zaostrzył potem swoje wymagania wobec siebie i innych. Ciężko się żyje takiemu człowiekowi ale i ciężko się żyje z takim człowiekiem (łatwiej go chyba tylko podziwiać z daleka). I oba te aspekty pięknie pokazuje ten film. Okazuje się też, że ideały głównego bohatera, choć często wydają się nieżyciowe, 'głupie' i nierealne w końcu w pewnym sensie zwyciężają, choć nie w oczywisty sposób. Symbolika pewnych scen jest porażająca, a podejrzewam, że i tak moja skromna wiedza w zakresie tej kultury nie pozwoliła mi odpowiednio wszystkiego odebrać...

  

A ponieważ akcja filmu rozpoczyna się w 1946 roku, czyli tuż przed odzyskaniem niepodległości przez Indie, to poprzez losy bohaterów mamy okazję i zobaczyć trudne początki młodej, rodzącej się dopiero demokracji z wszelkimi jej słabościami i bolączkami (ten aspekt bardzo mi przypominał i nasze polskie realia po 1989 roku).

Pisze się, że to najlepsza w karierze rola Dharmendry. Trudno mi porównywać tak różne jego role, ale na pewno jest to jedna z najlepszych. Jego delikatna, oparta na półtonach, a jednak wyrazista kreacja, bardzo daleka od tak rozpowszechnionego wizerunku 'uroczego szaławiły', sprawia, że uwierzyłam w tę postać, a bardzo łatwo mogła stać się ona 'papierowa'. Nigdy też wcześniej nie darzyłam granego przez niego bohatera taką ambiwalencją uczuć: od zachwytu i podziwu do zdenerwowania jego zachowaniem i chęcią przyłożenia mu, i tak na zmianę.
Świetnie spisali się także Sanjeev Kumar w roli Narena i Sharmilla Tagore, która zdecydowanie jest najlepszą partnerką Dharama z tego okresu jego kariery - z jednej strony delikatna i bezbronna, ale ma w sobie i godność i stanowczość.

To nie jest łatwy film. Przez pierwszą godzinę miałam ochotę go wyłączyć zdenerwowana tym bezwzględnym 'moralizmem' bohatera. Potem ta opowieść mnie bardzo wciągnęła, ale i tak po seansie zostało mi spore zamieszanie w głowie i więcej chyba pytań niż odpowiedzi. Dodając jeszcze brak specjalnie chwytliwej muzyki 
trudno się dziwić, że film był jedną z największych finansowych klap lat 60.  Jak zresztą  wiele innych świetnych filmów (zwłaszcza powiedziałabym tych o bengalskiej proweniencji).  Satyakam przynajmniej od początku został doceniony przez krytyków (zdobywając m.in. Nationala dla najlepszego filmu hindi). Był to także film, z którego najbardziej dumny był zarówno Dharam, jak i  Hrishi-da.

 



niedziela, 20 lipca 2025

Angry Young Men (2024) - o dwóch takich, co dostawali lakh więcej od Biga

  

Od jakiegoś czasu trzeba już bardzo specjalnego powodu, żebym reaktywowała mój blog i to jest taki powód. Gdy po moim powrocie na Amazon Prime zabrałam się za przeglądanie obecnej oferty i zobaczyłam tytuł 'Angry Young Men'  oczywiście w pierwszej chwili pomyślałam, że to jakiś dokument o Bigu.  I w sumie się ucieszyłam, ale gdy dotarło do mnie, że jednak chodzi nie o niego (w sumie fakt, ci men to pluralis), a o słynny duet Salim-Javed, moja ekscytacja zdecydowanie wzrosła.  Bowiem dokumentów o aktorskich gwiazdach kina jest masa, czasem zdarzają się też o reżyserach (jak ostatnio o Rajamoulim), natomiast dokument o filmowych scenarzystach to prawdziwe rarum. Ale też mamy do czynienia ze scenarzystami wyjątkowej rangi, których status (a i gaże) - co też pokazuje ten dokument - był równy największym gwiazdom. Starczy powiedzieć, że będąc nieznającą hindi gori, bez problemu zidentyfikowałam  2 na 3 tytuły poszczególnych odcinków (każdy z nich jest słynnym cytatem autorstwa owego duetu i na swoje usprawiedliwienie mogę dodać, że ten jeden, który musiałam guglowac, jest najdłuższy:P)

 

Na pomysł dokumentu wpadła  Zoya Akthar, uznała jednak że temat jest zbyt osobisty, żeby zająć się też reżyserią, stąd to zadanie powierzyła Namracie Rao - cenionej edytorce, dla której był to debiut w reżyserskiej roli.  I - zważywszy, że nakręcono ponoć około 800 godzin materiału a ostatecznie dokument liczy 3 czterdziestokilkuminutowe, zwarte i dobrze zmontowane odcinki - to była chyba dobra decyzja. Obie rodziny bohaterów (którzy to sami byli outsiderami, przybyłymi do Mumbaju 'znikąd', ale w chwili obecnej stanowią już głowy dwóch potężnych klanów filmowych) kontrolowały za to w pełni produkcję dokumentu - co zresztą zarzucają im niektórzy recenzenci, wskazując na prześlizgiwanie się nad niektórymi tematami czy  brak odpowiedzi na pewne kłopotliwe pytania. I tak, z całą pewnością w dokumencie dominuje ton takiej nostalgicznej 'feel good' opowieści,  jednak bez nadmiernej gloryfikacji bohaterów (znaczy pozostają ludźmi:P)  i bardzo dobrze się to ogląda.

Struktura narracji jest  dość prosta i chronologiczna. Pierwszy odcinek opowiada zatem o początkach drogi obu panów w branży filmowej (nie wiedziałam, że Salim próbował najpierw zostać aktorem! I że debiutował w filmie w parze z mamą Fary Khan:D Ani też że pierwszy wspólny scenariusz napisali ghostwritersko nie dostając za to nawet żadnej kasy) kończąc się na ich pierwszym wspólnym scenopisarskim sukcesie, czyli Zanjeerze. Drugi - o okresie ich największych sukcesów, z Deewarem i Sholay na czele (tu mamy też bardzo ciekawe zestawienie jednego ze stałych motywów w ich filmach, kochającej maa, z  ich prawdziwymi relacjami ze swoimi matkami), wreszcie trzeci - o powolnym schyłku ich popularności i artystycznym rozstaniu. Ten odcinek stanowi też pewne podsumowanie ich kariery i wyborów z dzisiejszej perspektywy. 

Wspomnienia samej dwójki bohaterów, dziś jowialnych starszych panów, przeplatane są wspomnieniami czy też opiniami innych osób z branży filmowej  i tych gości jest tu tyle, że nie podejmuję się nawet ich wszystkich wymieniać;) Wspomnę zatem tylko o dwóch rzeczach, które najbardziej zwróciły moją uwagę.  Po pierwsze Big, którego jest zaskakująco mało (choćby Jaya pojawia się po raz pierwszy wcześniej i jest jej ogólnie więcej). Moja pierwsza myśl brzmiała: ale jak to?  Przecież to on stal się twarzą tego 'angry young mana'.  I po namyśle doszłam do wniosku, ze być może właśnie dlatego. Żeby ta 'twarz'  nie odwracała zbytnio uwagi od tych, którzy to ten ikoniczny typ bohatera stworzyli, powołali do życia. Bo to oni mają tu być bohaterami. Druga ciekawostka to jedyny gość spoza kręgu kina hindi.  Bardzo jestem dumna, że od razu wpadłam na to, dlaczego to właśnie Yash; ) Nawet jeśli nie należę do wielkich fanów KFG nie da się nie zauważyć, że ten 'angryyoungowy' duch rodem właśnie z tamtych czasów jest w tym filmie kannada obecny bardziej niż w jakiekolwiek produkcji hindi (i to niezależnie od tego, że samych odwołań do filmów Salima-Javeda jest w kinie hindi do dzisiaj masa).


Na samym początku dokumentu Salim opowiada, że jako młody chłopak fascynował się Jamesem Deanem, a potem obejrzał Devdasa i zaczął mieć dylemat, czy bardziej chcieć być Deanem czy Devdasem (to był zresztą pierwszy moment, w którym uśmiech pojawił się na mojej twarzy i tak zostało już do końca filmu). Po seansie Angry Young Men  myślę, że jednak stanęło bardziej na Deanie i chwała bogu, bo Devdas jak wiadomo był idiotą:P A Salima jak i Javeda się po tym seansie lubi bardzo.

 


 

środa, 5 marca 2025

Jayarajowy cykl filmów 'navarasa'

Navarasa to dziewięć rodzajów odczuć (stanów emocjonalnych), które zgodnie z teorią ras (artystycznego smaku, doznania) powinno się wzbudzić w widzu w trakcie odbierania przez niego jakiejś formy sztuki. Teorię tę próbowałam rozgryźć szerzej jakiś  czas temu na przykładzie pewnego filmu telugu. Tymczasem jeden z moich ulubionych keralskich reżyserów, Jayaraj (którego przeciekawa adaptacja Otella stanowiła nawet temat mojej pracy dyplomowej), tworzy cały cykl filmów opartych na poszczególnych navarasowych doznaniach.  I, po dwóch dekadach, jest już nawet blisko jego zakończenia, bowiem z docelowo 9 filmów zrealizował już 8; )
 
 


1. Karunam (2000)

 
Pierwszy w serii Karunam (czyli smutek, żałość)  to opowieść o smutnej egzystencji opuszczonego przez dorosłe dzieci starszego małżeństwa. W końcu mieszkające w Stanach dzieci postanawiają 'załatwić problem' oddając rodziców do domu starców. Obraz nagrodzono keralską nagrodą stanową oraz Filmfare dla najlepszego filmu i reżysera, jeździł też po różnych międzynarodowych festiwalach (m.in. był w Berlinie). Jedynym znanym mi nazwiskiem w obsadzie jest Biju Menon:)




2. Shantham (2001)

 
Shantham (spokój) to z kolei historia dwóch przyjaciół z dzieciństwa, których rozdziela działalność polityczna w przeciwnych ugrupowaniach. W końcu 'w imię sprawy i wyższego celu' jeden ma zabić drugiego. Najważniejsze w tej opowieści o bólu i przebaczeniu (bo to ono daje ów tytułowy spokój)  są jednak postacie obu matek. Film zdobył Nationala i nagrodę stanową dla najlepszego filmu roku. Nagrodę krajową dla  najlepszej aktorki drugoplanowej otrzymała także grająca jedną z matek KPAC Lalitha (w drugą, co ciekawe, wcieliła się Seema Biswas).  
Podpisany film można obejrzeć na YT i polecam gorąco!
 

 

3. Bhitbatsa /Bibhatsa (2002)



Trzeci w serii film - Bhitbatsa (wstręt) - to najbardziej tajemniczy film cyklu, i trudno nawet namierzyć cokolwiek o jego fabule. Wiadomo tylko że, w odróżnieniu od poprzednich, powstał w hindi. I że - u boku Seemy i Manoja Jayana - zagrał w nim Atul Kulkarni.
 
 
 

4.  Adbhutham (2006)


Czwarty jest Adbhutham (zdumienie, zachwyt), który to zainspirowany został  prawdziwą historią z Oregonu i porusza temat eutanazji. Suresh Gopi gra przebywającego w amerykańskim szpitalu sparaliżowanego keralskiego emigranta. Jego przybyła z Kerali rodzina musi teraz podjąć trudną decyzję... Co ciekawe sam film został nakręcony w rekordowym czasie dwóch godzin i 14 minut! Oprócz Suresha w filmie tym zobaczyć można także KPAC Lalithę czy Mamtę.   
 
 

   

5. Veeram (2016) 


Tworzenie kolejnego w serii, piątego filmu (powstałego aż dekadę po poprzednim) śledziłam już na bieżąco. Z wielkimi nadziejami, albowiem w Veeram (męstwo, bohaterstwo) Jayaraj postanowił połączyć cykl navarasowy ze swoim równoległym cyklem szekspirowskim (miała to być, nader podobna do losów Makbeta, historia lokalnego malabarskiego anty-bohatera, Chandu Chekavara). Projekt powstawał z wielkim rozmachem, dużym budżetem i myślą o szerszej widowni (stąd Kunal Kapoor w głównej roli). Niestety ostatecznie wyszedł z tego raczej przykry przerost formy nad treścią...
(kto chętny może sprawdzić jednak sam - wersja angielska
 



6. Bhayanakam  (2018) 

 
Szczęśliwie szósty z 'navarasowej' serii Bhayanakam (strach, trwoga)  to powrót reżysera do kameralnej stylistyki. I do formy.  Dostajemy zatem prostą i poruszającą historię weterana pierwszej wojny światowej (gra go  świetnie Renji Panicker), który liczy znaleźć spokój w pracy wiejskiego listonosza. Zamiast tego przypada mu w udziale niewdzięczne zadanie przekazywania wiadomości od miejscowych chłopaków powołanych do wojska, którzy trafiają na front właśnie wybuchłej drugiej wojny światowej.  Trzy w pełni zasłużone Nationale - dla najlepszego filmu, za scenariusz i zdjęcia.
 

 

 

 

7. Roudram 2018 (2019)

 
Dobre recenzje zebrał także siódmy w serii film Roudram (gniew, groza). Tłem akcji tej opowieści o bezsilności i gniewie w obliczu siły natury staje się tu wielka powódź, która to w 2018 roku spustoszyła rejon Travancore. W głównych rolach, starszej pary, która to właśnie zostaje skonfrontowana z tym żywiołem -  zobaczyć można, znów Panickera oraz KPAC Lalitę.



8. Haasyam (2021)


Przy ósmym w serii Haasyam (radość, uciecha) nadeszła w końcu pora na lżejsze navarasowe klimaty.  Ta czarna komedia próbuje bowiem odpowiedzieć na pytanie, czym tak naprawdę  jest humor.  Biorąc za punkt wyjścia totalnie szalony pomysł na bohatera, który to jest agentem żyjącym ze  sprzedaży... zwłok do badań medycznych.  Nie wiem, czy to koncept dla wszystkich, ale ja bardzo bym chciała ten film obejrzeć. 

 

 
Został zatem do realizacji już tylko jeden film z serii (ktoś wie jaka rasa zostało do zekranizowania? ;) A potem byłby to bardzo fajny pomysł na filmowy maraton. Oczywiście przy optymistycznym  założeniu, że wszystkie te filmy byłby dostępne do oglądania.
 
 Ps. Dodatkowy smaczek i jednocześnie drugie pytanie dla uważnych: ktoś wpadnie na to, jaki jeszcze motyw (poza znaczy navarasą) jest wspólny dla tego całego cyklu Jayaraja? (ja bym sama na to nie wpadła, ale może komuś się uda. W każdym razie reżyser mówi, że  to było dla niego inspiracją do powstania cyklu bardziej niż sama teoria navarasy ;))