wtorek, 11 marca 2014

Sparsh (1980) - rozświetlić ciemność...

*No to, idąc za ciosem, po przybliżeniu sylwetki reżyserki, 'przedruk' forumowej opinii o jej filmie.*

- Przecież twoja i moja ciemność się różnią.
- Ale czy nie możemy rozświetlić tych ciemności tym samym światłem?

Tym dialogiem można by najkrócej opisać, o czym jest ten film.
Anirudh jest niewidomy. Kavita to przypadkowo poznana przez niego wdowa, która wkrótce zaczyna pracę w prowadzonej przez Anirudha placówce edukacyjnej dla dzieci niewidomych.. Oboje zaczynają spędzać ze sobą czas, dobrze się dogadują, a wkrótce rodzi się między nimi i głębsza więź... Ale czy dadzą sobie i temu szansę?
Piękne kino. Mądre. Jakże ludzkie i prawdziwe. To spokojny, kameralny, wyciszony film. Ale aż gęsto w nim od emocji. Takich prawdziwych, choć pokazanych też bardzo delikatnie, a jednak sugestywnie. Bo oboje bohaterowie mają swoje doświadczenia życiowe, przejścia, które rodzą w nich różne lęki, obawy... A związek to zawsze jednak i jakieś ryzyko. I oczywiście wychodzi, że to kobiety okazują się silniejsze od mężczyzn (też samo życie).
Film daje też widzowi okazję spojrzeć na pewne rzeczy z innej perspektywy - tak jak Koshish pozwalał wejść w świat osoby głuchej, świat bez dźwięków, tak tu mamy świat z perspektywy osoby niewidomej. Jest taka fantastyczna scena: Kavita próbuje opisać Anirudhowi, jak wygląda czyli opowiada mu jakie ma oczy, usta, włosy, karnację kończąc to stwierdzeniem, że według indyjskich kanonów można chyba ją nazwać piękną. Na co Anirudh stwierdza, że dla niego to wciąż nierealna abstrakcja i on owszem uważa ją za piękną, ale na podstawie całkiem innych przesłanek: jej głosu, dotyku, zapachu jej ciała. Chwilę potem Kavita idzie do sklepu kupić nowe sari i - zamiast je oglądać - zamyka oczy i ich dotyka, przykłada kolejne materiały do twarzy itp i tak dokonuje wyboru jednego sari, które określa jako piękne.
Ale mamy też pokazane codzienne zajęcia z niewidomymi chłopcami z placówki Anirudha - zwykłe dzieci, które bawią się, śpiewają, czasem też dokazują, ale i uczą się różnych przydatnych rzeczy, wykonywania jakichś prac czy alfabetu Braille'a (występujące w filmie dzieci faktycznie były niewidome). Bo ten film to samo życie, zwykłe a jednak niezwykłe.
Aktorstwo Shabany i Nasserudina też jest bardzo naturalne i oszczędne. Oni po prostu są tymi postaciami. Tak samo funkcjonują w tym filmie piosenki - niby są, a wcale się ich jakoś specjalnie nie odczuwa, bo wynikają bardzo naturalnie z kontekstu (większość Kavita śpiewa ze swymi podopiecznymi).
I jest jeszcze piękna klamra kompozycyjna filmu - zaczyna się on i kończy taką samą sceną. Ale jej kontekst, a więc i znaczenie jest w obu przypadkach zupełnie inne.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz