wtorek, 27 stycznia 2015

Filmowy przegląd 2014 roku - kino tamilskie

Bogu niech będą dzięki za bluraje, bo to im zawdzięczam większość napisów do nowych filmów tamilskich (w zwykłych wydaniach dvd wciąż z tym kiepsko) 

Vaayai Moodi Pesavum
Czy nie macie momentów, gdy wydaje się wam, że świat jest za głośny? Że mówimy za dużo, a niewiele z tego wynika? Że marzy się o 'uzdrawiającej' ciszy? Tak właśnie odbiera świat bohaterka - młoda lekarka. Jej przeciwieństwem jest bohater - on, jako 'domokrążny' sprzedawca, w zasadzie żyje  'z gadania' i jest w tym naprawdę dobry. Gdy w okolicy wybucha i coraz bardziej rozprzestrzenia się tajemnicza, pozbawiająca coraz więcej osób głosu, epidemia i rząd prewencyjnie wprowadzi zakaz mówienia będzie okazja zobaczyć, jak to by było właśnie z ciszą. I to jest najpiękniejsza część filmu (pierwsza jest - chyba w sumie celowo - naprawdę męcząco głośna). Tworzy się taki specyficzny, uroczy klimat - trochę jak ze starego kina (choć tu ludzie nawet nie 'kłapią' ustami'';)).  I z jednej strony widać, że owa cisza faktycznie potrafi 'leczyć'- daje czas na przemyślenia, uczy większej empatii itp. Z drugiej okazuje się, że też i te słowa bywają potrzebne (choćby by precyzyjnie wyeksplikować otoczeniu to, co uświadomiliśmy sobie dzięki owej ciszy). Byle właśnie nie przesadzić;) Ciekawy film i bardzo udane wejście Dulquera na rynek tamilski.

Cuckoo
'Znafcy' bollywoodu (czyli kina indyjskiego, bo 'jak wiadomo' to jedno i to samo:P) przekonani są zwykle, że wszystkie filmy stamtąd są o miłości. Oczywiście to bzdura, faktem jest jednak, że różnych love stories można w Indiach spotkać sporo (ale nie tylko tam, to w ogóle wszak popularny i nośny filmowo temat;)) i w pewnym momencie mogą się one znudzić. No chyba, że twórcy wprowadzą do ogranego schematu 'on i ona jak z żurnala' coś nietypowego. I w 'Kukułce' tak właśnie jest. Z jednej strony jest tu sporo 'typowych' elementów: muzyka (cudowna! - jeden z najlepszych indyjskich OSTów zeszłego roku), kolory, miłość 'z przeszkodami' rozpoczynająca się od tego, że ona mu da (słusznie:P) po głowie, a potem świata za sobą nie będą widzieć itp. Ale ta miłość tyczy pary niewidomych i to jest ta różnica. I, co jest fajne, reżyser nie próbuje 'epatować' widza tą niepełnosprawnością - ona po prostu jest i ma swoje konsekwencje: niektóre zabawne (gdy np. bohaterowie przekonani, że mają do czynienia z tą drugą osobą, dzielą się pewnymi rzeczami z kimś całkiem obcym),  inne mniej (sceny w samochodzie), ale nie patrzy się na bohaterów jak na osoby bardziej wymagające współczucia niż 'zwykli' ludzie (których też nieraz wszak dotykają różne przykre i niezasłużone rzeczy). Może parę momentów jest ciut zbyt sentymentalnych i przedramatyzowanych, ale to także specyfika tej konwencji. Za to aktorstwo jest w całości pierwszorzędne (jestem tak zachwycona Dineshem, że obejrzenie Atthakathi saute staje się koniecznością), a humor naprawdę zabawny (co ogólnie obserwuję szerzej w tym nowym nurcie tamilskim).

Madras
Czekałam na ten film od pierwszych wzmianek, że Karthi wraca do realistycznego, 'prowincjonalnego' (choć akcja osadzona jest w północnym Ćennaju) kina. Że wreszcie wraca z bycia gwiazdą do bycia aktorem znaczy.  Może zatem za dużo nadziei sobie narobiłam? Że będą znów emocje jak kiedyś przy Paruthi Veeran? A nie było. Nie żeby ta historia 'wojny o ścianę' była nieudana, co to to nie, ale jednak zbyt chłodno przyjęłam Madras (podobnie jak kiedyś Subramaniapuram, choć tu nawet bez szoku choć na koniec), jakoś zbyt 'na dystans'. Może to jednak trzeba być 'stamtąd? A mnie z tamtymi stronami nie łączą nawet podróżne wspomnienia. Na pewno podobało mi się, że Karthi nie był tu w zasadzie gwiazdą, tylko częścią zespołu - takiej 'lokalnej paczki'. I nawet jeśli się z niej trochę wyróżniał (wykształceniem, a przez to i trochę strojem) to wciąż był 'chłopakiem stamtąd. I fajne było pokazanie, że dobre wykształcenie nie musi oznaczać chęci 'wyrwania się' z lokalnego środowiska, ale wręcz wniesienia czegoś do niego, by je zmienić na lepsze (i w ogóle, że to takie rozwiązanie - mniej filmsy, bo nie dające szybkich, spektakularnych efektów, ale przecież chyba jedyne naprawdę w dłuższej perspektywie skuteczne względem zmiany postaw - pokazano). Czekam na więcej takich poważniejszych projektów Karthiego.


Jeeva
Kolejny południowy film o krykiecie, gdzie krykieta w zasadzie nie ma tak dużo, jak by się pewnie wstępnie można spodziewać. Krytycy w większości zresztą to właśnie filmowi Suseenthirana zarzucali: że za dużo w Jeevie romansu, a za mało 'kwestii krykietowych'. O ile jestem gotowa się zgodzić, że niewątpliwie interesujący (a rzadko przez kino pokazywany - i w sumie chyba tylko w tamilach) problem układów w sporcie (że znaczy - wbrew popularnemu mitowi american dream - niekoniecznie same marzenia, upór i talent starczą do 'przebicia się' i osiągnięcia sukcesu w wybranej dyscyplinie - tu krykiecie) został naszkicowany zbyt pobieżnie, za płytko, o tyle jednak w takiej formie z tej części 'romansowej' miałam dużo więcej frajdy jako widz, bo mnie urzekła. I Vishnu też. I strasznie fajne producenckie cameo jest na końcu:D (warto wiedzieć, że panowie się prywatnie przyjaźnią, stąd ostatnio sobie tak więcej i współpracują filmowo:))


Naan Sigappu Manithan
Podobnie jak przy romansidłach doświadczam też już znudzenia konwencją hirołsowską. I podobnie może tu pomóc odświeżenie schematu, choćby poprzez uczłowieczenie hiroła jakimś ograniczeniem. Drugi rok z rzędu najlepiej sprawdza się tu film z Vishalem, a narkolepsja daje zdecydowanie ciekawsze możliwości niż zeszłoroczne jąkanie;D Dolegliwość ta zostanie bowiem wykorzystana dość szeroko, stanowiąc nie tylko 'ciekawostkę', która w toku 'właściwej akcji' nie będzie mieć większego znaczenia. Posłuży ona bowiem zarówno do ogólnej charakteryzacji bohatera, odświeżenia 'tradycyjnego' wątku romansowego (jak tu się z kimś związać, gdy każda gwałtowniejsza emocja powoduje, że 'fajtasz' i zasypiasz?^^), a i widać jej konsekwencje przy radzeniu sobie bohatera z zemstą. Specjalnie wybrałam do ilustracji 'mokry' poster, ponieważ także te sceny (bo i finałowa rozgrywka 'z wodą') nie są tu tylko 'atrakcyjnym ozdobnikiem', ale mają swoje logiczne fabularne uzasadnienie. Bardzo podobało mi się też, iż nawet w klipach bohater nie traci swych 'właściwości'. Nie przypadł mi tylko do gustu pomysł na wyjaśnienie sytuacji, która dotknęła bohaterów (cała część retrospekcyjna jakaś taka nie teges..) - myślę, że byłoby lepiej, żeby to był po prostu przypadek. Ale ostatnia scena piękna. I postawa ojca dziewczyny (cudowny Jayaprakash).  I sama dziewczyna - taka zadziora (zresztą przy bohaterze z taka przypadłością musiała wziąć sporo inicjatywy w swoje ręce:D). I Vishal uroczy. Dawno nie oglądałam z taką frajdą i emocjami 'hirołsowca' :)


 Ramanujan
Ostatnio w Indiach prawdziwa moda na biopiki. Ramanujan ma jednak na wstępie coś, co go odróżnia.  Bohatera. To  bowiem pierwsza indyjska filmowa biografia naukowca, jaką kojarzę. Postaci mało pewnie popularnej (choć ku jego czci, w dniu jego urodzin, obchodzi się w Indiach corocznie Dzień Matematyki) ale jakże wybitnej. Tamila z ubogiej bramińskiej rodziny, którego przyjęto w poczet najbardziej szanowanych brytyjskich stowarzyszeń naukowych. Którego osiągnięcia matematyczne do dziś imponują. Dlatego cieszy, że kino (nie tylko rodzime, bo i Brytyjczycy zdaje się przymierzają do filmu o nim) się nim w końcu zainteresowało. Szkoda tylko, że efekt jest taki, iż czytanie o życiu i osiągnięciach Ramanujana w Wikipedii było dla mnie bardziej ekscytujące niż oglądanie filmu o nim. Reżyser, którego cenię za przybliżenie mi postaci Periyara, nie potrafił tu jakoś zbudować filmowego napięcia, a debiutujący w roli tytułowej wnuk Geminiego i Savitri nie ma (jeszcze?) tyle charyzmy, żeby potrafił 'pociągnąć' sam cały film jak Satyaraj Periyara. Zresztą to i inny typ bohatera, mniej krewki, bardziej introwertywny - zanurzony w owej matematyce, ale i religii. Nie rozumiem też idei, że skoro już 'fundujemy' Anglikom tamilski dubbing to część dialogów i tak mówią po angielsku.  Ostatecznie najciekawsze w filmie okazały się postaci kobiece - Suhasini w roli matki i Bhama jako żona Ramanujana. Może to bardziej o nich i ich relacjach (wzajemnych i z bohaterem) powinien być ten film?

Mundasupatti
Po raz pierwszy zetknęłam się z tym filmem trafiając przedpremierowo na specjalną aplikację go promującą, dzięki której można było  wystajlować swoją fotkę 'na południowca':D Już to powinno mnie zachęcić do filmu, ale jakoś o nim zapomniałam i dopiero roczne podsumowanie mi przypomniały o tym tytule. Pomysł jest zaiste odjechany: otóż w 1947 roku pewien Brytyjczyk przyjeżdża do tytułowej wioski i robi mieszkańcom serię zdjęć. Jako iż w okolicy panuje akurat epidemia, mieszkańcy łącza serię zgonów z fotkami i dochodzą do wniosku, że to robienie zdjęć zabija:D (co ich zdaniem pomogło głównie Indiom w odzyskaniu niepodległości nie zdradzę, ale to też odlot^^) Logiczną konsekwencją będzie zatem robienie zdjęć kolejnym 'szefom wsi' dopiero po ich śmierci. Do takiej właśnie pracy zostanie zaangażowany lata później fotograf z pobliskiego miasta. Biedak (skuszony tyleż gażą, co sympatią do wnuczki umierającej 'głowy wsi') nie wie, co go czeka:D Widza czeka za to sporo dobrej zabawy okraszonej cudną stylizacją na lata 80 (wtedy rozgrywa się zasadnicza akcja) - czyli i ze smaczkami z ówczesnego kina (ha, raz Kamal, nie Rajni:D) oraz muzyki (Illayaraja of course!). Niestety z czasem widać też coraz bardziej konsekwencje faktu, iż film jest rozbudowaną wersją krótkometrażówki, znaczy zaczyna się 'ciągnąć' (zwłaszcza od momentu przymusowego pozostania w wiosce. Choć sam finał - nadający nowe znacznie pojęciu hiroła - jest znów czadowy:D). Szkoda, że twórcy uparli się na rozbudowywanie konceptu aż do ponad 2 h, myślę, że półtorej by było w sam raz (i lepsze dla tempa), niemniej i tak wolę trochę rozciągnięty fajny pomysł od rozciągniętych superprodukcji (gdzie głównym pomysłem jest zatrudnienie gwiazd i pokazanie, ile się jest w stanie na film wydać:P) 



Obejrzane wcześniej:   Pannaiyarum Padminiyum, Saivam, Thegidi
Czekam na dvd:  Goli Soda, Inam, Jigarthanda, Kaaviya Thalaivan, Kayal


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz