środa, 26 marca 2014

Hazaar Chaurasi Ki Maa (1998) - Jaya, matka naksality

*kontynuując ładną marcową tradycję skupienia się na kinie 'kobiecym' kolejny 'przedruk' z forum* (bo całkiem świeża notka 'dyskusyjna' o pozycji kobiet w kinie indyjskim kiedyś i dzisiaj jakoś wciąż nie może się napisać) 

Żadna to tajemnica, że łatwo mnie 'złapać' na filmy z wątkiem naksalickim. Tak i trafiłam na ten.
Kalkuta, rok 1970. Pochodząca z klasy średniej Sujata Chatterji jest 'typową' żona i matką. Pewnej nocy zostaje wezwana do Kantapukur, by zidentyfikować zwłoki swego syna - Bratiego. Ciało, oznakowane tytułowym numerem 1084, nie zostanie jej nawet wydane, bo Brati należał do ruchu naksalitów i oficer policji nakazuje natychmiastowe spalenie zwłok wszystkich ofiar. Pod kontrolą. To wydarzenie stanowi dla Sujaty szok. Okazuje się, że choć Brati był jej 'oczkiem w głowie', matka tak naprawdę nie bardzo znała swego syna, nie wiedziała o jego działalności. I niespecjalnie rozumie, co go do tego ruchu popchnęło. Przecież pochodził z dobrze sytuowanej rodziny i miał świetne perspektywy... Dwa lat później Sujata nadal nie może znaleźć spokoju ducha. Nie znajdując zrozumienia we własnej rodzinie postanawia sama dowiedzieć wszystkiego o przeszłości syna, spróbować zrozumieć jego poglądy. Zacznie więc szukać przyjaciół Bratiego, tych, którzy jak on postanowili walczyć o równość społeczną... I ich rodzin. Dokąd ją to zaprowadzi?
To pierwszy film, w którym zobaczyłam początki naksalickiego ruchu (narodził się wszak w 1967 roku, a 1970 rok to moment, w którym inspirowany hasłami komunizmu ruch urósł w siłę na tyle, że policja zaczęła traktować go jako poważne zagrożenie. I krwawo rozprawiać się z rewolucjonistami). Które sprawiają jednak inne wrażenie, niż to, co znam z filmów z lat 90. Bardziej właśnie rewolucji? Takiego ruchu 'gorących głów', młodych idealistów, którzy chcą zmieniać świat i 'z płomieniem w oczach' gotowych nawet na śmierć dla tej sprawy... Bo to i głównie studenci, czyli ta elita intelektualna, a jednocześnie zwykle najwięksi buntownicy (wszak i u nas tak było - tylko buntowali się przeciwko, a nie w duchu tej ideologii)
Ale naksalici nie są głównym tematem tego filmu, a bardziej pewnym katalizatorem zmian w bohaterce, która - idąc śladami ukochanego syna - przechodzi psychiczną metamorfozę. Zaczyna sobie stawiać pytania o sens tej 'naszej małej stabilizacji', w jakiej dotąd żyła. Widzieć wokół drobnomieszczaństwo, które zaczyna ją coraz bardziej dusić.. Rolą Sujaty Jaya powróciła do grania po kilkunastu latach przerwy (to była jej pierwsza rola po Silsilli) i chyba nie mogła sobie wymarzyć lepszego comebacku. Nie wiem, czy od tego momentu do dziś zagrała lepszą rolę. I jest jeszcze świetna Seema Biswas, jako matka innego zabitego wtedy rewolucjonisty. Ta kobieta z niższej warstwy, przeżywa swój ból zupełnie inaczej, 'głośniej', wyraziściej niż Sujata (która raczej cierpi w milczeniu - bo przecież nie wypada aż tak okazywać emocji) i jest to ciekawa opozycja. I Nandita Das (w swej pierwszej roli w kinie hindi, stąd w napisach jest 'introducing'), grająca podzielającą jego poglądy sympatię Bratiego. Tak, to chyba w ogóle film pań, to je się przede wszystkim pamięta.
Hazaar Chaurasi Ki Maa to dobre, poruszające, skłaniające do refleksji kino (w końcu Govind Nihalani) Niemniej chyba do całkowitego zachwytu czegoś mi w nim jednak zabrakło (choć nie potrafię zwerbalizować czego). Niemniej z pewnością jest to rzecz godna polecenia ciekawym i bardziej kameralnego, a zaangażowanego kina (i psioczącym na kiepski poziom kina hindi lat 90). I - jeśli to może być dodatkową rekomendacją - film zdobył National Award dla najlepszego filmu hindi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz